piątek, 8 sierpnia 2014

Hej ;3 
Więc nie myślcie, że o Was zapomniałam - tak na początek :))
Szykuję już kolejne rozdziały, ale widzę, że w ogóle  nie komemtujecie, tak więc następny rozdział pojawi się, gdy będzie chociaż 1 komentarz ;) sorki, ale nie mogę inaczej ://
No to trzymam za Was kciuki :*

czwartek, 31 lipca 2014

Rozdział 10 "Zakupy"

                                                                 ZAKUPY

No cóż zgodziłam się, więc poszłam się przygotować. Wzięłam szybki prysznic, Ubrałam się w białe szorty, bo na termometrze było już około 25 stopni. Założyłam jeszcze lekko różową z ombree tunikę z falbankami. Do tego zrobiłam trochę mocniejszy makijaż. Włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Przez okno widziałam podjeżdżający srebrny Opel Astra Andy'ego - brata Jess. Założyłam, więc już moje balerinki, tym razem w kwiatki granatowo-różowe. Brałam już małą, granatową torebkę, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam. - No hej to idziesz ślicznotko? - usłyszałam entuzjastyczny głos mojej przyjaciółki. - To ty jesteś ślicznotką - powiedziałam i pocałowałam Jessicę w policzek. - Hej Andy! - krzyknęłam w stronę auta. Powiedziałam rodzicom, że około 18-19 wrócę i jak coś to mogą dzwonić. I pobiegłam do samochodu. - Siema laska - przywitał mnie starszy o 4 lata brat Jess. Czyli miał 20 lat. Z cech charakteru i wyglądu w ogóle nie przypominał mojej przyjaciółki. Tylko chyba kształt nosa i czaszki. On miał oczy niebieskie, jak jego ojciec, a włosu blond jak matka. Za to Jess miała odwrotnie-włosy rudo-brązowe kręcone po tacie, a oczy zielona jak mama. - Weź pokaż choć odrobinę resztek swojej kultury. - upomniała go siostra patrząc na niego krzywo. - Ty ruda, zaraz pokażę ci co to kultura! Z resztą chcesz jechać? To nie marudź. - odpowiedział jej Andy. - Nie nazywaj mnie... - nie dokończyła, bo przerwałam jej. - Nie kłóćcie się, jedziemy? - skierowałam pytanie do kierowcy. Nie usłyszałam odpowiedzi, ale za to usłyszałam warkot silnika. Atmosfera po napięciu między rodzeństwem szybko się rozluźniła. Całą drogę gadaliśmy, ale głównie słuchaliśmy i śpiewaliśmy różne przeboje puszczane przez Andy'ego w radiu. Mix różnych stylów. Nie robiliśmy tak pierwszy raz. Często jeździmy z Andy'm. Po około pół godzinie byliśmy na miejscu. Wysiadłyśmy, umówiłyśmy się, że zadzwonimy po niego i kierowca odjechał. Weszłyśmy do jasnego centrum handlowego. Jaskrawe nazwy sklepów widniały nad nimi. Na wysokim suficie było pełno lamp równomiernie rozłożonych. Ludzi było pełno wszędzie. W restauracjach, kawiarniach, które były na początku. Stoliki ustawiane jeden obok drugiego. Chciałyśmy ominąć przepychanie się między nimi za wszelką cenę. Skręciłyśmy w lewo, gdzie były sklepy z obuwiem i ubraniami. Weszłyśmy do puerwszego sklepu, gdzie były czapki w stylu full cap,okulary przeciwsłoneczne i biżuteria oraz szale,itd. Oczywiście jak zwykle ja wzięłam najśmieszniejsze okulary i je założyłam. Jess nałożyła na mnie jeszcze różową czapkę i szal i cyknęła mi fotę. Chwilę tam spędziłyśmy, Jessica kupiła bratu okulary przeciwsłoneczne, bo chciał i poszłysmy do dwóch kolejnych sklepów z ciuchami. W jednym były średnie ceny, a w drugim średnie ubrania. Już miałyśmy iść do czwartego z sukienkami letnimi, gdy zobaczyłam w sklepie na przeciwko odwróconego do mnie plecami...

MILE WIDZIANE KOMENTARZE ;***

wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział 9 "Pomyłka"

                                                        POMYŁKA

- Ja... - zaczęłam wycierając sobie ręką twarz. - Chodzi o tą informację w wiadomościach o tym chłopcu? Znasz go? - Tata zgadywał. - Nie...domyśliłeś się? - byłam zdziwiona - Max... - i znów popadłam w rozpacz. - Jaki Max kochanie? To był ten z Greenów. No ten co pracował w piekarni. Straszna strata - dobry był to chłopak. Ale mama mówiła, że miał jakieś problemy w szkole. No i psychicznie nie wytrzymał. Pełno tych nastolatków teraz tak robi. To straszne. W kościele powinni coś o tym powiedzieć. - tato mówił spokojnie, a ja coraz bardziej byłam zszokowana. No tak jak mogłam być taka głupia, mieszkamy w dużej miejscowości. Max nie jest jedynym siedemnastolatkiem. Tak mi ulżyło, chociaż i tak ktoś zginął. Ale jego mało znałam, a mogłam stracić osobę, którą kocham, na zawsze. - jeju...nie wie..działam. - moja Mała - powiedział troskliwie i przytulił mnie. Nie wiedział co powiedzieć więcej, ale nie musiał. Te 2 słowa mi wystarczyły. - dobra, to teraz szykuj się do wyjścia. - tato opuścił mój pokój. Poszłam do łazienki i poprawiłam makijaż, oczywiście rozmazał mi się podczas mojego nagłego wybuchu płaczu, niepotrzebnego. Usłyszałam dźwięk otwierania drzwi - mama wróciła. To znaczy, że czas już wychodzić. Zeszłam na dół, monotonnie wykonałam czynności założenia butów (balerinek, które kocham, mam ich około 6 par, ubrałam teraz kremowe ze złotym czubkiem), nałożenia na siebie jasnej jeansowej kurtki, pomalowania ust pomadką (idę do kościoła, więc nic więcej) i zamknięcia domu. Czułam się nijak. Wracając do domu po godzinie, spotkałam Jess i koniecznie chciała się ze mną umówić. Powiedziala, że zadzwoni za jakieś pół godziny. Zjadłam obiad i usłyszałam moją ulubioną piosenkę, która świadczyła o tym, że ktoś dzwoni na mój telefon. Wstałam, wzięłam smartfon do ręki i tak jak przypuszczałam po odebraniu usłyszałam głos mojej przyjaciółki. - Hej Jess - odezwałam się pierwsza. - No hejo Van, posłuchaj może chciałabyś ze mną wyskoczyć na zakupy? - Co? Ojej, chyba nie mam nastroju... - Dlatego trzeba ci ten nastrój naprawić! - kłóciła się ze mną moja przyjaciółka. - Sama nie wiem, najchętniej przespałabym cały ten cholerny dzień! - mówiłam szczerze. - Nie ma mowy, co ty niedźwiedź jesteś!? - One w wiosnę już nie śpią. - zauważyłam. - Oj, ale wiesz o co mi chodzi! No chodź, to ci poprawi humor. Może znajdziesz jakąś przecenioną sukienkę na lato? - przekonywała mnie Jess. - Och, okej - zgodziłam się, gdyż wiedziałam, że Jessica nie odpuści. - To mój brat nas podrzuci, będziemy u ciebie za około 20 minut. Papa - nie zdążyłam nic powiedzieć, bo po tych słowach usłyszałam tylko pikanie, które uświadomiło mnie o zakończeniu rozmowy.

PLISS KOMENTUJCIE! ;** ;D

poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 8 "Samobójstwo"

                                                         SAMOBÓJSTWO

Obudziłam się. Wzięłam do ręki telefon, który leżał obok mojego łóżka na szafce nocnej - była godzina 10.49. O kurde, na 12 idę do kościoła - była niedziela, więc nie spóźniłam się do szkoły ani nic. Przypomniałam sobie wczorajszy dzień nagle i uderzyła mnie wielka fala wspomnień z wczoraj. Te dwa pocałunki... Jeden z Maxem prawdziwy, pierwszy. Drugi z Jackiem nagły, niechciany, ale tak namiętny i pełen tęsknoty. Kłótnia z Elizabeth, deszcz, kolejny piękny pocałunek z Maxem w deszczu, gadanie w "Hotelu Elvisa". Nawet zapomniałam o tej zbolałej kostce. I...wyjawienie Maxowi prawdy, całej. Wkurzony Max - jego wzrok wtedy, nie zapomnę tego, zraniony, pełen bólu, zawiedziony... Czułam się okropnie, zraniłam tak osobę, którą kocham. Nie chciałam wstawać, ale cóż musiałam. Może akurat On mi pomoże. Najpierw toaleta poranna. Ubrałam na siebie czarne legginsy i do tego beżową tunikę na ramiączkach ze złotymi ozdobami. Zrobiłam lekki makijaż, taki jak lubiłam. A, że szłam do kościoła, naprawdę lekki. Włosy umyłam i szybko wysuszyłam, rozczesałam i zawiązałam w kok. Prawie gotowa zeszłam na dół, do kuchni. Tata siedział w salonie na kanapie z kubkiem kawy w ręku i oglądał jakieś poranne wiadomości. Podeszłam do niego, rzuciłam szybkie "hej" i pocałowałam ojca w policzek. Mama była pewnie w sklepie czy piekarni i zaraz wróci. Zrobiłam sobie moje prawie codzienne śniadanie - płatki z mlekiem i też nie mając na czym oka zawiesić zaczęłam oglądać nudne wiadomości. Prognoza pogody, parę ogłoszeń, coś o polityce i nagle mężczyzna w niebieskiej koszuli i nienagannej fryzurze siedząc przed blatem i różnymi papierami zakomunikował "W miejscowości Bognor Regis dzisiaj zostało znalezione ciało siedemnastoletniego nieżyjącego chłopca. Prawdopodobnie popełnił on samobójstwo. Ta tragedia według badań przeprowadzonych wydarzyła się wczoraj wieczorem, lecz dopiero dzisiaj rano zrozpaczeni rodzice znaleźli syna pod domem...". Nie mogłam słuchać dalej, nic nie słyszałam nawet. Przerwałam też mój posiłek. "Siedemnastoletni chłopak...popełnił samobójstwo" - te słowa wirowały mi w głowie. Max ma 17 lat. Max ma 17 lat i to on mógł popełnić samobójstwo. Nie! Nie! Nie! To nie może być on, nie może! Scena, gdy Max razem ze swoim gniewem i bólem odchodzi pokazała mi się w głowie. Kiedy ja wróciłam do pokoju, płakałam, brałam prysznic, płakałam, potem spałam - on mógł się... Nie wymówię tego słowa nawet w myślach. Max mógł odebrać sobie życie. Zraniłam go. On mnie naprawdę kochał, widać było w jego oczach... Pobiegłam do swojego pokoju, kiedy już odzyskałam siłę w nogach i całej sobie. Otworzyłam szufladkę w mojej półeczce nocnej i wyciągnęłam zdjęcie. Zdjęcie moje i Maxa. Moja przyjaciółka Jess dostała w ten dzień nowy super aparat i oczywiście przyszła mi się pochwalić. Max do nas wpadł i zaczął się wygłupiać-brać mnie na ręce, podnosić. I w tym czasie Jess robiła nam fotki. Jedno najładniejsze - gdy Max niósł mnie jak pannę młodą i śmialiśmy się nie martwiąc się przyszłością - dała mi w prezencie na urodziny. Ja je oprawiłam w ramkę i trzymałam w tej szufladcę, gdzie mam tylko ważne i osobiste rzeczy. Teraz przytuliłam je do piersi i tylko płakałam. Nagle drzwi do mojego pokoju, które trzasnęłam wbiegając tu otworzyły się. Tato wszedł i podszedł do mnie z bardzo zmartwioną miną. - Co jest Mała? - często mnie tak nazywał, choć mała już nie byłam.


JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ/AŚ TO PROSZĘ ZOSTAW ŚLAD PO SOBIE W POSTACI KOMENTARZA
Z GÓRY DZIĘKUJĘ :-)

niedziela, 27 lipca 2014

Rozdział 7 "Prawda"

                                                            PRAWDA

- Powiedz, że to lepsze niż to co mi napisałaś - mówił z nadzieją w głosie, ale złudną. Widać było po mojej minie, że to co ma wyjść zaraz z moich ust pozytywne dla niego nie było. Niestety. Ze smutkiem i wstydem zaprzeczyłam głową. Teraz sobie to uzmysłowiłam-zdradziłam go. Wcześniej chyba odpychałam tę myśl od siebie, ale nie dało jej się zignorować, gdyż była to prawda. Okropna prawda. To była po prostu zdrada. Serce mnie zabolało, poczułam głęboki wstyd i ból, bo skrzywdziłam czy zaraz skrzywdzę osobę, którą kocham. W jednej chwili zaczęłam płakać. Od razu usiadłam bezsilna i zakryłam dłońmi twarz. I na nic poprawiania makijażu przed kilkoma minutami. - Ej! Co sie stało? - zapytał zdziwiony, zmartwiony, zdenerwowany i jednocześnie smutny Max. Usiadł koło mnie i jeszcze raz zapytał, teraz delikatniej. - Vani - nazwał mnie pieszczotliwie, mówi albo tak albo "Esia". Od dawna tak mnie nazywa, takie słodkie zdrobnienie mojego imienia, kocham jak tak mówi. Teraz mu nie odmówię odpowiedzi... - co jest? Proszę, powiedz... Wiem, że jest coś jeszcze oprócz tego ci mi napisałaś. Chcę znać całą prawdę. - powiedział naprawdę poważnie. - Ale...ja...zrobiłam coś...okropnego... - mówiłam przez płacz. - wiesz, że cię kocham i wybaczę ci naprawdę dużo - widać było w jego oczach tą miłość i wielkie oddanie, ale zobaczyłam też ukryty strach, że rzeczywiście powiem coś, czego nie będzie mógł mi wybaczyć. Tak go znam, że już mało co zdoła przede mną ukryć. Chociaż nie wiem czy wolałam to widzieć, poczułam ból. Bałam się naprawdę. To było takie straszne i przytłaczające. - Ja cię też tak kocham i dlatego chcę to wyjaśnić, chyba wolę tego dłużej nie przeciągać. Wiesz, początki są zawsze... - Najtrudniejsze, wiem. Często to powtarzasz - próbował się uśmiechnąć. - no too? - ja... - zamknęłam powieki i zaczęłam szybko mówić, by mieć to już za sobą - kiedy Jack mnie pocałował, nie od razu odepchnęłam go... - czułam się jak taki piesek, który stoi przy rozbitym wazonie przez siebie, a nad nim jest jego pan i tego pieska jedynym ratunkiem jest litość pana z miłości do niego. Lecz ten piesek tak jak ja wie, że źle zrobił. Otworzyłam oczy i zobaczyłam gniew i ból, może jeszcze zawód i upokorzenie na twarzy Maxa. Łatwo rozpoznać co czuje, przynajmniej dla mnie. Już otwierałam usta, by powiedzieć coś na swoją obronę, ale Max odwrócił się dość gwałtownie i skoczył z balkonu na gałąź drzewka. - Max! Proszę! - krzyczałam - ja...ja cię kocham - powiedziałam ciszej i tak się nie odwracał. Patrzyłam tylko - mając w oku łzę, która nie chciała spaść - w okno, które przed chwilą wszedł i zatrzasnął Max. Stałam sama na balkonie, zupełnie nie wiedząc co zrobić. Wokół mnie było już ciemno, tylko światło z mojego pokoju oświetlało mój prawy profil. Po chwili poczułam gęsią skórkę na ręce, było mi chłodno - dopiero teraz to poczułam. Weszłam do pokoju i tylko jedno co mi mogło pomóc to prysznic. Wzięłam piżamę i ręcznik do łazienki. Powoli zsunęłam swoje ciuchy i pozwoliłam im opaść na kafelki. Już naga weszłam do kabiny prysznicowej i po chwili poleciała ciepła, prawie gorąca woda, która spływała po moim ciele. Mieszała się razem ze łzami. Mogłam tu sobie płakać i nikt nie słyszał. Wzięłam po chwili ręcznik i opatuliłam się nim. Weszłam do ciemnego pokoju i skuliłam się pod kołdrą. I płakałam. Raz to było tylko łkanie, a raz rozpacz. Myślałam i wszystkim i o niczym. Nie mogłam spokojnie pomyśleć, przeszkadzał mi płacz. Nie mogłam go stracić, Max był i jest dla mnie bardzo WAŻNY. Jestem okropna, jestem okropna - głos w mojej głowie to powtarzał. W końcu ze zmęczenia, z natłoku wrażeń zasnęłam.

piątek, 18 lipca 2014

Rozdział 6 "Rozmowa"

                                                            ROZMOWA

Była tam treść: "Wiesz, że jak mu powiesz o pocałunku mała, to będzie chciał się lać, no i chyba wiesz kto jest silniejszy i jeśli nie chcesz, żeby twój chłopaczek był pobity, to mu nie mów. Chociaż nie oderwałaś się ode mnie tak od razu, podobało ci się to. Więc też mu to mogę powiedzieć. Jak chcesz kotku". Wkurzył mnie tą wiadomością, co ja mam teraz zrobić? Mam to Maxowi napisać czy nie? Wszystko się pomieszało. Ale wpadłam na pomysł, że zadzwonię przez Skype do mojej przyjaciółki i się jej poradzę. Sama sobie na pewno nie poradzę. Wysłałam jej SMSa, że chcę z nią porozmawiać. Już po chwili na ekranie zobaczyłam dziewczynę z mocno kręconymi rudo-brązowymi włosami sięgającymi trochę dalej niż do ramion, ciemno zielonymi oczami, jasną brzoskwiniową cerą i paroma piegami na twarzy. Uśmiechała się, trochę zdziwiona. - Hej, chciałaś gadać. - powiedziała Jessica lub po prostu Jess, czyli moja najlepsza przyjaciółka. - Siemka. Muszę ci opowiedzieć co się dzisiaj stało, a dużo sie stało - i zaczęłam jej opowiadać. O pierwszym moim pocałunku, potem o przyjściu Jacka i Elizabeth i o wielu innych rzeczach, bardziej szczegółowo oczywiście. A Maxowi napisałam w tym czasie, żeby się nie martwił i chwilę poczekał. - i co mam zrobić? - po opowiedzeniu wszystkiego Jess zapytałam ją. - Na pewno bądź szczera, tak jak zwykle jesteś. I wolisz, żeby o tym niefortunnym pocałunku wiedział od ciebie czy od kogoś innego? - odpowiedziała mi pytaniem na pytanie. - Na pewno, gdyby dowiedział się od kogoś innego było, by gorzej... Ale nie rozumiesz, co jeśli Jack go pobije?! Albo coś mu naopowiada i Max mu uwierzy??? Ja nie chcę... Ja go kocham... - poleciała mi w tym momencie łza z oka. - Ej, Vanessa, on zrozumie! On przecież też cię kocha! - pocieszała i uspokajała mnie moja przyjaciółka. Dostałam wiadomość od Maxa, niecierpliwi się. Rozumiem to. Będę szczera. Tylko ja nie chcę, żeby cierpiał, żeby był zły. Rozłączyłam się z Jess. I zaczęłam pisać treść wiadomości do mojego chłopaka. "Ja chciałam ci to już wcześniej powiedzieć, ale nie potrafiłam. Więc, tam w parku, kiedy ty rozmawiałeś z Elizabeth, a ja z Jackiem...on mnie..pocałował! Przepraszam, że ci nie powiedziałam" - na razie napisałam tyle. Sama nie wiedziałam czy to było wystarczające, ale dopisze mu jeszcze. Wysłałam. Po chwili namysłu wysłałam jeszcze: "zaskoczył mnie! Potem tez zastraszył, proszę nie bądź zły! Mi na tobie cholernie zależy, przecież wiesz..kocham cię...". Oczy coraz bardziej zalewały mi się łzami, przez to miałam rozmazany obraz i ledwo co przeczytałam wiadomość od Maxa. "Będę za 2 min" - widać, że pisał w pośpiechu. Ojej, a jak ja wyglądam? Makijaż chociaż lekki to musiał być rozmazany, a zaraz miał tu być Max. Chwyciłam lusterko leżące na szafce obok mojego łóżka i przeglądnęłam się. Szybko chwyciłam też chusteczki i otarłam twarz z łez. Poprawiłam jeszcze lekko ten makijaż, żebym nie wyglądała jak jakaś wiedźma i więcej nie zdążyłam zrobić, bo usłyszałam pukanie do drzwi balkonu. Naszym kodem - moim i Maxa, wymyśliliśmy go, dlatego, bo gdy zapukał do mnie kiedyś w nocy, myślałam, że to złodziej i walnęłam go lampką nocną. Znaliśmy się wtedy z rok i już się przyjaźniliśmy i odwiedzaliśmy. Otworzyłam mu. Zauważył, że byłam lekko blada i miał przez to przestraszoną minę. Ale jak miałam być spokojna, skoro przez to co zrobiłam może się teraz wszystko zmienić. Bałam się i przed chwilą jeszcze płakałam. Co jeśli przyszedł ze mną zerwać, on nie jest jakimś chamem, żeby zrywać przez fejsa, SMSa czy coś takiego. Ale tego nie chciałam i to bardzo. Chociaż zrobiłam źle, nie odsunęłam się od razu od Jacka, pozwoliłam, by jego usta dotknęły choćby troszkę moich. Co ja do cholery zrobiłam! A Max sam, jak zauważyłam był zdenerwowany wyraźnie, ale opanowywał się. Czekała mnie i jego trudna rozmowa. Wyszliśmy na mój balkon. Staliśmy chwilę w milczeniu. Max już otwierał usta, by coś powiedzieć, lecz wyprzedziłam go. Nie wiedział jeszcze całej prawdy, najgorsze przede mną. Jak mówiła Jessica, lepiej żeby się ode mnie tego dowiedział niż od samego Jacka. Cieszę się, że z nią porozmawiałam. Dodała mi otuchy i dała dobrą radę, często jej się tym samym odwdzięczam.
- Nie powiedziałam ci jeszcze wszystkiego - powiedziałam poważnie.

czwartek, 17 lipca 2014

UWAGA

                                           UWAGA UWAGA! 
MAM 2 SPRAWY: 

1) OSTATNIO NIE DODWAŁAM, PRZEPRASZAM... WIECIE WAKACJE, WYJAZDY, SPOTKANIA ZE ZNAJOMYMI ITD... ALE NA PEWNO BĘDĘ DODAWAŁA, TEGO BLOGA TAK SZYBKO NIE ZOSTAWIĘ ;D

2) CHODZI O KOMENTARZE, JEŚLI WCHODZICIE STRASZNIE FAJNIE, GDYBYŚCIE ZOSTAWILI PO SOBIE ŚLAD... MOŻECIE PISAĆ CO WAM SIĘ PODOBA LUB NIE PODOBA, DAWAĆ RADY... JEST TO MÓJ 1 BLOG... 
DO OSTATNIEGO ROZDZIAŁU (4) NAPISAŁ KTOŚ KOMENTARZ, NIE WIECIE JAKI BANAN POJAWIŁ MI SIĘ NA TWARZY :D :D :D WIĘC PROSZĘ: KOMENTUJCIE <3 

KC I POZDRAWIAM ;**

Rozdział 5 "Hotel Elvisa"

                                                      HOTEL ELVISA

- Co ci jest? - Chyba skręciłam kostkę, ale nie martw się mną - odpowiedziałam i starałam się uśmiechnąć, ale bardzo bolało. - nie umiem - powiedział z twarzą pełną troski i wziął mnie na ręce jak pannę młodą. - nie musisz. Jestem ciężka. Jakoś dojdę. - możesz sobie pomarzyć. - całkowicie się nie zgodził z tym co powiedziałam. Paroma krokami ze mną na rękach Max doszedł do drabinki , która prowadziła do "Hotelu Elvisa". Mówiłam, że może mnie już puścić, ale on mnie wniósł aż do domku. I położył na starym fotelu, mieliśmy tu parę mebli z naszych domów, których rodzice nie potrzebowali. Tyle tu kiedyś przesiadywaliśmy, tyle sekretów mu oddałam i się nie bałam, że wygada czy coś, tyle kłótni (tak, często się kłóciliśmy, ale na krótko), tyle pięknych wspomnień. - będziesz musiała zaraz iść? - spytał się. - raczej nie, po pierwsze jestem obok domu, a po drugie moja mama wie, że jestem z tobą, a z tobą jestem bezpieczna. - uśmiechnęłam się. - a ona wie, że my? - powiedział cicho i trochę się zarumienił. - chyba sie domyśliła. - odpowiedziałam równie cicho. - i jak zaaragowała? - jego ton był dosyć poważny. - mi się wydaje, że cieszy się.. A tata chyba mniej, ale on tak zawsze - puściłam mu oczko. - a jak twoja mama, wie? - też się domyśliła, te mamy to mądre są. Nic się przed nimi nie da ukryć. I mi się wydaje, że przewidywała to. - zrobił zdziwioną minę, ale też się uśmiechnął. - mam pytanie, polubiła Elizabeth? - spytałam z ciekawością w głosie. - Starała się być miła, ale za bardzo za nią nie przepadała. Czemu się uśmiechasz? - jakoś mnie to cieszy.. Oj no przepraszam, ale to jędza! - ale gdyby nie ona i ten cały Jack to byśmy nie zauważyli chyba tego co czujemy... Nie uważasz? - może - uśmiechnęłam się - a propo tego Jacka... - uśmiech zszedł mi z twarzy, mówiłam to niepewnie, ale nie mogę ukrywać, co Jack zrobił w parku! I czego ja nie zrobiłam od razu... - co? - Max zaczął się martwić. Widziałam to po jego minie. - a mogę ci to napisać na fejsie? - nie mogłam teraz, nie potrafiłam. - taak - mówił niepewnie. Zmieniliśmy temat i jeszcze długo gadaliśmy do kiedy dostałam SMSa od mamy, że powinnam już wracać, czyli przejść kilka metrów. Ale, gdy wstałam znów poczułam ból w kostce, chociaż mniejszy, bo Max w naszym domku na drzewie znalazł jakąś maść i oczywiście zadbał o mnie. Pomógł mi wyjść, mogłam przez gałęzie wejść do mojego pokoju, ale było zamknięte okno i balkon, miałam problem z tą kostką i jestem już chyba za duża i za ciężka. Po 5 minutach, wliczając w to chyba 4 minutowe (zdecydowanie za krótkie) pożegnanie z Maxem byłam już w domu. - cześć mamuś - powiedziałam przelotnie i pobiegłam po schodach na górę. - ej,ej! Księżniczko, a kolacja? - moja mama pilnuje, żebym jadła wszystkie posiłki. Spojrzałam ma zegarek, była już 21:06. Jeju, wyszłam z domu po obiedzie, czyli 6-7 godzin temu. Tyle się dzisiaj wydarzyło i jeszcze ma się coś wydarzyć, nie miałam pojęcia jak Max zaaraguje na to, że Jack mnie pocałował, bo to mu chciałam napisać. Zeszłam do kuchni, która była połączona z salonem. Na stole leżał talerz z kilkoma kanapkami, wzięłam jedną i zaczęłam dość szybko jeść, potem wzięłam drugą i już więcej nie musiałam. Pobiegłam na górę. Szybko włączyłam laptopa i usiadłam na łóżku. Weszłam na internet, następnie na facebooka, besty i youtube. Podłączyłam słuchawki do laptopa i już po chwili słyszałam dźwięki moich ulubionych piosenek. Po zalogowaniu na fejsa zobaczyłam, że mam parę powiadomień, zaproszeń od ludzi, których nawet nie znam i dwie wiadomości. Jedna od Maxa: "hejka to co mi chciałaś napisać? Mam się bać?". Już mu chciałam odpisać, ale zobaczyłam drugą wiadomość. Od Jacka. Teraz to ja zaczęłam się bać.

Mile widziane komentarze ;*

piątek, 4 lipca 2014

Rozdział 4 "Deszcz"

                                                        DESZCZ (Hotel Elvis)

- Nidzie n i e i d z i e s z. - Max złapał mnie mocno za rękę. Odwróciłam się twarzą do niego, a on pociągnął mnie w swoją stronę. Ale bym chciała zobaczyć teraz minę tej jędzy, dobra.. Elizabeth, lecz niestety, a może na szczęście przed sobą widziałam tylko twarz Maxa. Patrzył mi prosto w oczy, a ja jemu. - Vanesso Johnson - mówił powoli moje imiona i nazwisko. - tylko ciebie kocham i wolę cię od wszystkich innych osób płci żeńskiej. Noo..nie licząc mamy, ale wiesz, to co innego - puścił mi oczko. Uśmiechnęłam się, teraz po tych słowach czułam sie szczęśliwa. To niesamowite jak szybko może się zmienić nastrój! - aha i, żeby było jasne, wolę cię też od jakichkolwiek osób płci męskiej. - już nie dodał nic o tacie, bo...on go nie miał. Umarł ogólnie przez alkohol, kiedy Max miał 7 lat, dwa lata później wprowadziłam się w jego sąsiedztwie. On jest ode mnie starszy o rok. Ale to nie miało znaczenia. - jak ty to robisz, co? - zapytałam od nowa w nim zakochana. - ale co ja robię? - zaczarowujesz mnie. Jestem wtedy szczęśliwa co, by się chwilę temu nie stało, zapominam o tym. - dar. - zaśmialiśmy się. - ale ja nie potrafię..jej polubić, przepraszam.. - spoko, rozumiem kotku. - na pewno kotku? - tak kotku. - ty mój kociaku - szepnęłam mu na ucho i lekko je ugryzłam. - ej! Nieczysto grasz! - uśmiechnął się - Chyba pada.. - powiedział zmieniając temat, rzeczywiście pojedyńcze krople spadały na ziemię. - no chyba tak. No to nici z wypadu na lody - popatrzyłam na Elizabeth. - yy... Max odprowadzisz mnie? - szybko i energicznie zapytała trzepając tymi swoimi sztucznymi rzęsami. Popatrzyłam się na niego, miejąc nadzieję, że podejmie odpowiednią decyzję. Miałam zdenerwowany wyraz twarzy i Max spojrzał się na mnie wzrokiem, który miał mnie uspokoić i szczerze uspokoił. - Elizabeth rozmawialiśmy i wiesz, że ja mam teraz dziewczynę i ona jest u mnie na pierwszym miejscu, wiec sorry, ale powinienem i chcę ją odprowadzić. - Aha, okey - powiedziała urażona. I obrażona odwróciła się. - Palant - prychnęła cicho, lecz niestety usłyszałam to. - przepraszam bardzo, ale kto tu jest palantem i niby dlaczego? - odpowiedziałam spokojnie, na razie... - a kto? Ten dupek, woli takie coś ode mnie! - i wskazała na mnie. Już taka spokojna nie będę. - co proszę?? Ty na siebie nakładasz tony makijażu i mówisz, że jesteś piękna! To gdzie ta piękność jest?? Może w uszach, gdzie nie masz botoksu tyle! Jejuu nawet włosy to ty farbujesz, bo cała jesteś z plastiku. Nie chce widzieć jak będziesz za 30 lat wyglądać!! Wiesz? Będziesz taka zmarszczona od tych kilku warstw makijażu. Nie będę ci nawijać o twoim charakterze i wielkim ego, bo i tak dla ciebie ważny jest tylko wygląd, aha i byś tego nie zrozumiała! - mocno się wkręciłam. I mimo, że otwierała usta, by coś powiedzieć, nie dałam jej dojść do słowa. - nie nazywaj mojego chłopaka palantem ani głupkiem, bo wie więcej od ciebie, jest milszy, mądrzejszy i nie ma nic z dupkiem związanego!! A to coś - pokazałam na siebie - jakoś woli od tego czegoś - wskazałam na nią. - a więc nas chyba w ogóle nie znasz, papa - uśmiechnęłam się do niej sztucznie słodko. I objęłam Maxa mocno, żeby się uspokoić i trochę, żeby ją jeszcze wkurzyć. - idziemy kochanie? - zapytał mnie mój książę. Nie zdziwił się po mojej "przemowie", bo mnie po prostu zna i wie, że jak mi coś nie pasuje to to mówię, jestem szczera, ale nie aż do bólu, tylko czasami, tak jak teraz. - Tak. Chodźmy - i poszliśmy. Cały czas padał deszcz, a my śmialiśmy się, biegliśmy choć żadne z nas nie chciało dotrzeć do domu i sie rozdzielić. Zaczęło grzmieć. Krzyknęłam, zawsze tak miałam. Usłyszałam grzmot lub zobaczyłam błysk i z moich ust wydobywał się krzyk. - choć do "Hotel Elvis"! - Max wpadł na szalony pomysł. - My tam od wieków nie byliśmy! Ale z chęcią! - krzyczałam, bo wśród tego deszczu nie usłyszał by mnie mój towarzysz, gdybym choćby mówiła normalnym głosem. Zaczęliśmy szybciej biec. W "Hotelu" mogliśmy być razem, to było nasze ulubione miejsce w dzieciństwie. Bo ten "Hotel Elvis" to nic innego jak domek na drzewie, który zbudował mój tata razem z Maxem. Ja i moja mama robiłyśmy im kanapki, i też pomagałyśmy. To wspaniałe wspomnienie. Zawsze kiedy chcieliśmy uciec od reszty ludzi, tam szliśmy. Tak naprawdę te wieki, kiedy tam nie byliśmy to 4 lata, od kiedy Max zaczął chodzić do gimnazjum, ja byłam wtedy w 6 klasie. Teraz on jest w liceum, a ja w 3 klasie gimnazjum. Ja i Max mieszkamy w sąsiedztwie, a "Hotel Elvis" jest na przeciwko drzewa, które jest pomiędzy naszymi domami, więc tak, z naszych okien pokoi można było (chociaż niełatwo) wleźć na drzewo (nazwaliśmy je Felix, bo mieszkała w nim kiedyś wiewiórka i też, bo całe to drzewo w jesień jest najbardziej rude czy pomarańczowe z chyba całego miasta), a z niego przejść do "Hotelu Elvisa". Czasami też po prostu dzięki Felixowi odwiedzaliśmy się, bez zgody i wiedzy rodziców. Zostały nam tylko dwie uliczki i już będziemy. Na zakręcie jednej, gdzie juz było widać "Hotel" pośliznęłam się. Max w ostatniej chwili mnie złapał. Byłam parę centymetrów nad ziemią w objęciach Maxa. Deszcz lał coraz mocniej. A my tak staliśmy, znaczy ja prawie leżałam i wpatrywaliśmy się sobie w oczy, aż po chwili nasze usta się złączyły w romantycznym pocałunku w deszczu. O takim zawsze marzyłam, widziałam je w filmach. Ciekawe czy nasz pocałunek też był tak piękny. Nie, sto razy piękniejszy! Pomógł mi wstać, poczułam mocny ból w prawej kostce, jęknęłam.

czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 3 "Spacer"

                                                       SPACER

- czego nie zrobił jak chodziliście?? - odezwał się zdenerwowany i dość wściekłym głosem Max. Za nim oczywiście stała Elizabeth, poczułam zazdrość. Ale i tak gorsze było uczucie, jak mam się wytłumaczyć? Ja Maxa kocham, co jeśli mi nie uwierzy? Co jeśli ten pacan powie coś innego? Boje sie... Co mam mu powiedzieć?! - yy.. - jąkałam się, spuściłam też wzrok. - ej! - odezwał się Jack. Co on chce powiedzieć? - radzę ci, pilnuj jej. Bo ktoś może ci ją odbić, on poluje na nią.. - powiedział tajemniczo, prawie niewidzialnie puścił do mnie oczko i odszedł. Czy on mówił o sobie?! Max podszedł do mnie i objął ramieniem. Wreszcie czułam się bezpiecznie. Jego bliskość była trochę jak lek. Zapomniałam o tym, że przed chwilą Jack mnie nastraszył i w ogóle co sie wydarzyło i przypomniałam sobie pocałunek mój i Maxa. Wspaniałe uczucie. Ale jeszcze przed nami stała ta Elizabeth, chociaż teraz była taka...samotna, żal mi jej było, ale nie chciałam, by Max tak samo czuł! O nie. - Ale dobrze, że ten głąb już sobie odszedł! Jakiś dziwny gościu. Vanessa, pogadałem z Elizabeth, wyjaśniliśmy sobie kilka spraw i może pójdziemy w trójkę na lody? - powiedział entuzjastycznie, tak jakby to była jakaś normalna rzecz! To jest jego BYŁA, wątpię żeby już przestała go kochać! Taa super, pójdziemy sobie w trójkę, ale będzie super.. Oh to może ja tu jeszcze zaproszę Jack'a! A z resztą jak ona się będzie czuć? My jako para i ona sama.. A co jeśli będzie chciała mi go odbić? W końcu jest atrakcyjna dla chłopaków. W głowie kłębiło mi się tysiące pytań, uczuć i myśli. Oczywiście moich przemyśleń nie wypowiedziałam na głos. -co? My i ona?? - po chwili odpowiedziałam. - ojeeej Vani nie bądź tylko zazdrosna! - uśmiechnął sie i pocałował mnie w policzek. Od razu mi sie polepszyło. - postaram się - puściłam mu oczko. - ale ty też mi coś obiecaj, nie zakochaj się w niej i nie daj mi powodów, żebym była zazdrosna - szepnęłam mu na ucho. -oczywiście skarbie - pierwszy raz mnie tak nazwał, poczułam takie ciepło w środku. I jeszcze jego wzrok jakbym rzeczywiście była po prostu jego skarbem. - too idziemy? - zapytała trochę zawstydzona i zażenowana tą sceną Elizabeth, i dobrze. - tak, idziemy! - powiedziałam wesoło i chwyciłam Maxa za rękę, sorry, ale będę pokazywała, że to mój chłopak i ma się do niego nie zbliżać ta cała Elizabeth. Spojrzałam kątem oka na nią, miała zażenowany wyraz twarzy, cieszyło mnie to. Dobra, odpuszczę jej trochę, aż taka wredna nie jestem. - no to Ela, mogę tak do ciebie mówić? -wolę Eliza, jeśli już - odpowiedziała, jakby obrażona, jeju jaka księżniczka. - okeey, to Eliza - z naciskiem na Eliza. - znasz tą lodziarnie, do której idziemy? Nazywa sie Ba... - zaczęłam mówić nazwę lodziarni, ale mi przerwano. - tak, znam. Często chodziliśmy tam z Maxem po lekcjach. - powiedziała patrząc się aniołkowo na MOJEGO chłopaka. Po tych jej słowach zepsuł mi się humor. - Max, choć na słówko. - pociągnęłam go.
- jesteś zła?
- mówiłeś, że masz pełno pracy domowej, kiedy pytałam cię czy masz czas, gdzieś wyjść, gdy no..chodziliście. - no, bo zauważyłem, że za nią nie przepadasz, nie chciałem cię złościć, żebyś nie myślała też, że wolę ją od ciebie. - powiedział. - ale chyba właśnie tak było! - byłam zła i ...smutna. - to była moja dziewczyna. Ty też miałaś swojego Jack'a i się z nim spotykałaś! - ale ty mnie okłamałeś! - powiedziałam z bólem w głosie. - ja z nią nigdzie nie idę! Rozumiesz? Albo ona albo... Zresztą odpuść, idę do domu. - odwróciłam się. - papa! - powiedziała Eliza, która nas chyba podsłuchiwała, z resztą i tak głośno rozmawialiśmy. Słyszałam po jej głosie, że była szczęśliwa! Dumna z siebie. Ale co ja mam teraz zrobić? Przecież nie wrócę, skoro woli ją! Coś mnie zabolało, tak w środku, w sercu.

Jeśli to przeczytałeś/aś pomógłbyś mi, gdybyś zostawił ślad w postaci komentarza, z góry dzięki ;)

środa, 2 lipca 2014

Rozdział 2 "Kłótnia"

                                                        KŁÓTNIA

Teraz to ja musnęłam jego usta, lecz ktoś nam to piękna chwilę przerwał.. - Zostawiłaś mnie dla niego?!?!? To jakiś dupek, mówiłaś, że nic do niego nie czujesz!! - tak, to mój były-Jack.. - Ty jesteś jakas poje**** ! - zaczął mnie wyzywać. -mógłbyś się tak do niej nie wyrażać?? Już chyba nie jest twoją dziewczyna, nie musi ci się tłumaczyć! - Max zaczął mnie bronić.
Nagle zza Jacka wyłoniła się Elizabeth, ona..płakała! Przesadnie i sztucznie. Elizabeth była blondynką (co do tego czy naturalną, były wątpliwości, bo chodziły plotki, że ona się po prostu farbuje) o jasnej cerze, ale teraz miała na twarzy trochę rozmazany makijaż - ona nakłada go jak dla mnie za dużo. Wytarła chusteczką rozmazany tusz pod oczami i starała się go jak najbardziej poprawić. Poprawiła także swoje intensywnie czerwone usta szminką, choć były w nienaruszonym stanie. Popatrzyłam na Maxa, jego oczy były zaniepokojone, twarz zdziwiona. Może tylko ja widziałam udawanie w jej zachowaniu. Ruszyłam głową w jej stronę, pokazując mu, że może do niej podejść. Rzuciła mu się na szyję, ja się wściekłam. Max delikatnie ją odsunął. Widziałam, że czuła się urażona i upokorzona, ale po chwili tylko poprawiła swoje blond włosy z dumą jakby nic się nie stało. Wypuściłam powietrze czując lekką ulgę. Nie wiem po co ona go w ogóle dotykała! Max powiedział jej, żeby się uspokoiła. Stwierdziłam, że muszę mu zaufać i podeszłam do Jacka. Tym samym odeszłam od Maxa i Elizabeth - nie wiem czy dobrze zrobiłam.. Jack był wysoki, miał brązowe, krótkie włosy, w zimę niemal czarne, a w lato trochę rude. Dlatego, że jest wiosna, już włosy mu przechodziły z brązu w bardziej rudy odcień. Skóra była już opalona. - jesteście razem? - zapytałam. - jasne, że nie! Jak ona go kocha, a ja... - no ty co?!? - wściekłam się, bo już znałam odpowiedź. - kocham cię! - krzyknął mi w twarz, czułam że niestety, ale to prawda. - przecież poje**** jestem!! - jak zwykle zaczęłam się kłócić. - wiesz jak to jest, gdy widzisz jak osoba, którą kochasz całuje sie z innym!! Ty mnie oszukałaś!!! Wykorzystałaś! - źle się poczułam. - powiedzieć ci jak to było!?!? - no dawaj, zaskocz mnie! - kiedy on zaczął chodzić z Elizabeth, to było inaczej jak spotykał się z innymi dziewczynami. - zaczęłam mój monolog. Chciałam choć trochę zdjąć z siebie winę. Razem z mówieniem jak zawsze gestykulowałam rękami. - Czułam, że to nie już takie dziecinne chodzenie. Nie podobało mi się to. Nigdy tak nie było, byłam...zazdrosna. Ona była ładna, taka miła dla niego. Aż mi się niedobrze robiło jak o niej gadał. Wkurzało mnie to uczucie już. Stwierdziłam, że muszę o nim zapomnieć, to tylko moj przyjaciel, tak sobie mówiłam. No i przypomniałam sobie, że rok temu podobałeś mi się. Bardzo cię też lubiłam i niedawno w butelkę jak graliśmy powiedziałeś, że coś do mnie czujesz. Myślałam, że mi to pomoże. Że uczucie do Maxa to tylko złudzenie, ale byłam nadal o niego zazdrosna. Próbowałam być z tobą szczęśliwa, ale jakoś nie umiałam. Przepraszam.. - poczułam, że rzeczywiście jestem winna. - ale ja cię naprawdę bardzo lubiłam! Jaa..nie wiem.. - zaczęłam się jąkać. - ahaa.. Kur** musiałem się w tobie zakochać?? Już ta beksa Elizabeth jest lepsza!! - to moja wina, że nie wiedziałam co czuję?? Sam wiesz, że serce, no..nie wybiera! Kurde, daj mi być szczęśliwą! - bo ze mną nie byłaś. - odpowiedział szybko, mówił to tak jakby chciał się kłócić, ale w jego głosie i po jego twarzy widać było ból. - ojej, to trudne, ale byłeś naprawdę ..noo..dobrym chłopakiem! Ale lepiej zapomnij o mnie..przepraszam. - powiedziałam poważnie. - Jak?? Jak mam o tobie zapomnieć?!?!? Jak ja cię do cholery kocham!! - powiedział to, a właściwie krzyknął, po czym mocno chwycił moją twarz w ręce i pocałowałJ eszcze rok temu marzyłam o tym, jak niedawno chodziliśmy - też, bo myślałam, że się dzięki temu znowu w nim zakocham. Prawie się tak stało teraz! Jego pocałunek był taki namiętny. Taki jakby stęskniony za czymś.I dopiero po chwili zyskując przytomność i siłę w rękach odpechnęłam jego tors razem z umięśnionym ciałęm. - nie! Nie zauważyłeś, że jestem z kimś innym!?!? - krzyknęłam - czemu tego nie zrobiłeś jak chodziliśmy? - zapytałam już spokojniej. Obróciłam twarz, bo usłyszałam czyjeś kroki. Koło mnie stał Max.




Jeśli przeczytałeś/łaś bardzo pomożesz, jeśli zostawisz po sobie ślad - komentarz ;)

poniedziałek, 30 czerwca 2014

Rozdział 1 "Pocałunek"

                                              POCAŁUNEK
Siedzieliśmy na ławce w Hotham Park, w mojej miejscowości, czyli Bognor Regis, w Wielkiej Brytanii. Byliśmy w takim miejscu, gdzie nikogo prócz nas nie było, bo mało kto znał zakątek tego wielkiego parku. To było nasze ulubione miejsce - moje i mojego towarzysza, czyli Maxa. To jest mój przyjaciel od 8 lat (od kiedy sie tu wprowadziłam, czyli gdy miałam 8 lat) oraz od tygodnia chłopak. Nigdy bym nie pomyślała, że my będziemy parą! Ale okazało się, że coś do niego czuję miesiąc temu, gdy zaczął się spotykać z taką Elizabeth. Ja stwierdziłam, że nie mogę się użalać i się oszukiwałam, że on nie jest dla mnie taki ważny. Wtedy pojawił się Jack. Chodziłam z nim. Lecz ciągle ja i Max byliśmy o siebie zazdrośni. Dlaczego? Zawsze przeczyliśmy temu, że coś nas może łączyć innego niż przyjaźń. Żadnemu z nas w tych związkach nie było dobrze. I tak to sie stało, że teraz chodzimy, jest nam bardzo dobrze, przynajmniej mi.. Ale trzeba było sie przyzwyczaić, w końcu 8 lat przyjaźni, a tu nagle takie coś.. Max był zawsze trochę tajemniczy, chyba nie romantyczny.. Tak sądziłam. Okey, już wam trochę opowiedziałam, wróćmy do teraz, do ławki w parku.. Jak to w Anglii prawie ciągle zimny wiatr wieje, ale zimno mi nie było, miałam kurtkę jeansową i legginsy, zresztą słońce świeciło i byłam po prostu przyzwyczajona to takiej pogody. Miałam włosy spięte w kucyk, bo tak to bym normalnie widzieć nie mogła. Ale oczywiście moja grzywka ciągle mi latała przed twarzą, a spiąć jej nie mogłam. Max patrzył mi się w oczy i po chwili powiedział: -Potrzymaj tą swoją grzywkę-złapałam ją i trzymałam koło ucha, tak by włosy nie mogły mi zasłonić twarzy-i zamknij oczy, nie wolno ci puszczać grzywki-powiedział. -okey-odpowiedziałam i powieki powoli mi opadły. Dziwne, ciekawe co on chce zrobić... Coś mi dać? Wolałabym chyba nie..jestem trochę nieśmiała w takich sprawach. Zastanawiałam sie chwilę, ale w podświadomości chciałam najbardziej tego, co właśnie zrobił... Lekko dotknął ustami moje usta i złamałam obietnicę, bo puściłam kosmyk włosów i położyłam ręce na jego szyi, potem na policzkach, miał taką gładką skórę, ale wtedy w ogóle o tym nie myślałam. Całowaliśmy się, mój 1 prawdziwy pocałunek! Nie taki jak w butelce, że jakiegoś kumpla masz pocałować przez ułamek sekundy, nie! To było coś innego, oboje tego chcieliśmy i oboje to czuliśmy.. To była magiczna chwila, ale jak każda sie skończyła. Po woli oddalił sie od mojej twarzy. - to było... - zaczęłam zszokowana. - fajne, a nawet bardzo fajne, znaczy dla mnie... - trochę się zawstydził. - noo..dla mnie też. - mm, truskawka - oblizał usta, miałam na ustach truskawkową pomadkę, uśmiechnęłam się. Potem przyłożył usta do mojego ucha i wypowiedział te piękne 2 słowa-kocham cię-delikatnie, czule i cicho, ale wywołały we mnie burzę, teraz żaden wiatr mi nie przeszkadzał, było mi tak gorąco w środku! Serce waliło mi jak szalone!! -ja ciebie też kocham, wiesz? - odpowiedziałam także cicho i delikatnie. Teraz to ja musnęłam jego usta, lecz ktoś nam to piękna chwilę przerwał...

WSTĘP

                                                                 WSTĘP
Więc HEJ ;)
Teraz napiszę trochę o mnie, o tym blogu...
Więc kiedy byłam w Anglii i mi się nudziło i zaczęłam pisać sobie takie opowiadanie w komórce xD
I pomyślałam, że mogę go wstawić...
Nie będę Wam się tutaj rozpisywać o tym blogu, bo mam nadzieję, że sami go przeczytacie ;))
A ja.. lubię czytać takie blogi i pisać różne opowiadania też :) lubię też czytać książki, śpiewać, tańczyć i grać (teatr) i to na razie tyle ! Zaraz pojawi się 1 rozdział....... <3
Postaram się dodawać codziennie 1 rozdział, chyba że jakimś cudem będziecie chcieli częściej ;**