wtorek, 29 lipca 2014

Rozdział 9 "Pomyłka"

                                                        POMYŁKA

- Ja... - zaczęłam wycierając sobie ręką twarz. - Chodzi o tą informację w wiadomościach o tym chłopcu? Znasz go? - Tata zgadywał. - Nie...domyśliłeś się? - byłam zdziwiona - Max... - i znów popadłam w rozpacz. - Jaki Max kochanie? To był ten z Greenów. No ten co pracował w piekarni. Straszna strata - dobry był to chłopak. Ale mama mówiła, że miał jakieś problemy w szkole. No i psychicznie nie wytrzymał. Pełno tych nastolatków teraz tak robi. To straszne. W kościele powinni coś o tym powiedzieć. - tato mówił spokojnie, a ja coraz bardziej byłam zszokowana. No tak jak mogłam być taka głupia, mieszkamy w dużej miejscowości. Max nie jest jedynym siedemnastolatkiem. Tak mi ulżyło, chociaż i tak ktoś zginął. Ale jego mało znałam, a mogłam stracić osobę, którą kocham, na zawsze. - jeju...nie wie..działam. - moja Mała - powiedział troskliwie i przytulił mnie. Nie wiedział co powiedzieć więcej, ale nie musiał. Te 2 słowa mi wystarczyły. - dobra, to teraz szykuj się do wyjścia. - tato opuścił mój pokój. Poszłam do łazienki i poprawiłam makijaż, oczywiście rozmazał mi się podczas mojego nagłego wybuchu płaczu, niepotrzebnego. Usłyszałam dźwięk otwierania drzwi - mama wróciła. To znaczy, że czas już wychodzić. Zeszłam na dół, monotonnie wykonałam czynności założenia butów (balerinek, które kocham, mam ich około 6 par, ubrałam teraz kremowe ze złotym czubkiem), nałożenia na siebie jasnej jeansowej kurtki, pomalowania ust pomadką (idę do kościoła, więc nic więcej) i zamknięcia domu. Czułam się nijak. Wracając do domu po godzinie, spotkałam Jess i koniecznie chciała się ze mną umówić. Powiedziala, że zadzwoni za jakieś pół godziny. Zjadłam obiad i usłyszałam moją ulubioną piosenkę, która świadczyła o tym, że ktoś dzwoni na mój telefon. Wstałam, wzięłam smartfon do ręki i tak jak przypuszczałam po odebraniu usłyszałam głos mojej przyjaciółki. - Hej Jess - odezwałam się pierwsza. - No hejo Van, posłuchaj może chciałabyś ze mną wyskoczyć na zakupy? - Co? Ojej, chyba nie mam nastroju... - Dlatego trzeba ci ten nastrój naprawić! - kłóciła się ze mną moja przyjaciółka. - Sama nie wiem, najchętniej przespałabym cały ten cholerny dzień! - mówiłam szczerze. - Nie ma mowy, co ty niedźwiedź jesteś!? - One w wiosnę już nie śpią. - zauważyłam. - Oj, ale wiesz o co mi chodzi! No chodź, to ci poprawi humor. Może znajdziesz jakąś przecenioną sukienkę na lato? - przekonywała mnie Jess. - Och, okej - zgodziłam się, gdyż wiedziałam, że Jessica nie odpuści. - To mój brat nas podrzuci, będziemy u ciebie za około 20 minut. Papa - nie zdążyłam nic powiedzieć, bo po tych słowach usłyszałam tylko pikanie, które uświadomiło mnie o zakończeniu rozmowy.

PLISS KOMENTUJCIE! ;** ;D

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz