POMYŁKA
- Ja... - zaczęłam wycierając sobie ręką twarz.
- Chodzi o tą informację w wiadomościach o tym chłopcu? Znasz go? - Tata zgadywał.
- Nie...domyśliłeś się? - byłam zdziwiona - Max... - i znów popadłam w rozpacz.
- Jaki Max kochanie? To był ten z Greenów. No ten co pracował w piekarni. Straszna strata - dobry był to chłopak. Ale mama mówiła, że miał jakieś problemy w szkole. No i psychicznie nie wytrzymał. Pełno tych nastolatków teraz tak robi. To straszne. W kościele powinni coś o tym powiedzieć. - tato mówił spokojnie, a ja coraz bardziej byłam zszokowana. No tak jak mogłam być taka głupia, mieszkamy w dużej miejscowości. Max nie jest jedynym siedemnastolatkiem. Tak mi ulżyło, chociaż i tak ktoś zginął. Ale jego mało znałam, a mogłam stracić osobę, którą kocham, na zawsze.
- jeju...nie wie..działam.
- moja Mała - powiedział troskliwie i przytulił mnie. Nie wiedział co powiedzieć więcej, ale nie musiał. Te 2 słowa mi wystarczyły. - dobra, to teraz szykuj się do wyjścia. - tato opuścił mój pokój. Poszłam do łazienki i poprawiłam makijaż, oczywiście rozmazał mi się podczas mojego nagłego wybuchu płaczu, niepotrzebnego. Usłyszałam dźwięk otwierania drzwi - mama wróciła. To znaczy, że czas już wychodzić. Zeszłam na dół, monotonnie wykonałam czynności założenia butów (balerinek, które kocham, mam ich około 6 par, ubrałam teraz kremowe ze złotym czubkiem), nałożenia na siebie jasnej jeansowej kurtki, pomalowania ust pomadką (idę do kościoła, więc nic więcej) i zamknięcia domu. Czułam się nijak. Wracając do domu po godzinie, spotkałam Jess i koniecznie chciała się ze mną umówić. Powiedziala, że zadzwoni za jakieś pół godziny. Zjadłam obiad i usłyszałam moją ulubioną piosenkę, która świadczyła o tym, że ktoś dzwoni na mój telefon. Wstałam, wzięłam smartfon do ręki i tak jak przypuszczałam po odebraniu usłyszałam głos mojej przyjaciółki.
- Hej Jess - odezwałam się pierwsza.
- No hejo Van, posłuchaj może chciałabyś ze mną wyskoczyć na zakupy?
- Co? Ojej, chyba nie mam nastroju...
- Dlatego trzeba ci ten nastrój naprawić! - kłóciła się ze mną moja przyjaciółka.
- Sama nie wiem, najchętniej przespałabym cały ten cholerny dzień! - mówiłam szczerze.
- Nie ma mowy, co ty niedźwiedź jesteś!?
- One w wiosnę już nie śpią. - zauważyłam.
- Oj, ale wiesz o co mi chodzi! No chodź, to ci poprawi humor. Może znajdziesz jakąś przecenioną sukienkę na lato? - przekonywała mnie Jess.
- Och, okej - zgodziłam się, gdyż wiedziałam, że Jessica nie odpuści.
- To mój brat nas podrzuci, będziemy u ciebie za około 20 minut. Papa - nie zdążyłam nic powiedzieć, bo po tych słowach usłyszałam tylko pikanie, które uświadomiło mnie o zakończeniu rozmowy.
PLISS KOMENTUJCIE! ;** ;D
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz