Hej ;3
Więc nie myślcie, że o Was zapomniałam - tak na początek :))
Szykuję już kolejne rozdziały, ale widzę, że w ogóle nie komemtujecie, tak więc następny rozdział pojawi się, gdy będzie chociaż 1 komentarz ;) sorki, ale nie mogę inaczej ://
No to trzymam za Was kciuki :*
Z przyjaźni w miłość
piątek, 8 sierpnia 2014
czwartek, 31 lipca 2014
Rozdział 10 "Zakupy"
ZAKUPY
No cóż zgodziłam się, więc poszłam się przygotować. Wzięłam szybki prysznic, Ubrałam się w białe szorty, bo na termometrze było już około 25 stopni. Założyłam jeszcze lekko różową z ombree tunikę z falbankami. Do tego zrobiłam trochę mocniejszy makijaż. Włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Przez okno widziałam podjeżdżający srebrny Opel Astra Andy'ego - brata Jess. Założyłam, więc już moje balerinki, tym razem w kwiatki granatowo-różowe. Brałam już małą, granatową torebkę, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam. - No hej to idziesz ślicznotko? - usłyszałam entuzjastyczny głos mojej przyjaciółki. - To ty jesteś ślicznotką - powiedziałam i pocałowałam Jessicę w policzek. - Hej Andy! - krzyknęłam w stronę auta. Powiedziałam rodzicom, że około 18-19 wrócę i jak coś to mogą dzwonić. I pobiegłam do samochodu. - Siema laska - przywitał mnie starszy o 4 lata brat Jess. Czyli miał 20 lat. Z cech charakteru i wyglądu w ogóle nie przypominał mojej przyjaciółki. Tylko chyba kształt nosa i czaszki. On miał oczy niebieskie, jak jego ojciec, a włosu blond jak matka. Za to Jess miała odwrotnie-włosy rudo-brązowe kręcone po tacie, a oczy zielona jak mama. - Weź pokaż choć odrobinę resztek swojej kultury. - upomniała go siostra patrząc na niego krzywo. - Ty ruda, zaraz pokażę ci co to kultura! Z resztą chcesz jechać? To nie marudź. - odpowiedział jej Andy. - Nie nazywaj mnie... - nie dokończyła, bo przerwałam jej. - Nie kłóćcie się, jedziemy? - skierowałam pytanie do kierowcy. Nie usłyszałam odpowiedzi, ale za to usłyszałam warkot silnika. Atmosfera po napięciu między rodzeństwem szybko się rozluźniła. Całą drogę gadaliśmy, ale głównie słuchaliśmy i śpiewaliśmy różne przeboje puszczane przez Andy'ego w radiu. Mix różnych stylów. Nie robiliśmy tak pierwszy raz. Często jeździmy z Andy'm. Po około pół godzinie byliśmy na miejscu. Wysiadłyśmy, umówiłyśmy się, że zadzwonimy po niego i kierowca odjechał. Weszłyśmy do jasnego centrum handlowego. Jaskrawe nazwy sklepów widniały nad nimi. Na wysokim suficie było pełno lamp równomiernie rozłożonych. Ludzi było pełno wszędzie. W restauracjach, kawiarniach, które były na początku. Stoliki ustawiane jeden obok drugiego. Chciałyśmy ominąć przepychanie się między nimi za wszelką cenę. Skręciłyśmy w lewo, gdzie były sklepy z obuwiem i ubraniami. Weszłyśmy do puerwszego sklepu, gdzie były czapki w stylu full cap,okulary przeciwsłoneczne i biżuteria oraz szale,itd. Oczywiście jak zwykle ja wzięłam najśmieszniejsze okulary i je założyłam. Jess nałożyła na mnie jeszcze różową czapkę i szal i cyknęła mi fotę. Chwilę tam spędziłyśmy, Jessica kupiła bratu okulary przeciwsłoneczne, bo chciał i poszłysmy do dwóch kolejnych sklepów z ciuchami. W jednym były średnie ceny, a w drugim średnie ubrania. Już miałyśmy iść do czwartego z sukienkami letnimi, gdy zobaczyłam w sklepie na przeciwko odwróconego do mnie plecami...
MILE WIDZIANE KOMENTARZE ;***
No cóż zgodziłam się, więc poszłam się przygotować. Wzięłam szybki prysznic, Ubrałam się w białe szorty, bo na termometrze było już około 25 stopni. Założyłam jeszcze lekko różową z ombree tunikę z falbankami. Do tego zrobiłam trochę mocniejszy makijaż. Włosy rozczesałam i zostawiłam rozpuszczone. Przez okno widziałam podjeżdżający srebrny Opel Astra Andy'ego - brata Jess. Założyłam, więc już moje balerinki, tym razem w kwiatki granatowo-różowe. Brałam już małą, granatową torebkę, gdy zadzwonił dzwonek do drzwi. Otworzyłam. - No hej to idziesz ślicznotko? - usłyszałam entuzjastyczny głos mojej przyjaciółki. - To ty jesteś ślicznotką - powiedziałam i pocałowałam Jessicę w policzek. - Hej Andy! - krzyknęłam w stronę auta. Powiedziałam rodzicom, że około 18-19 wrócę i jak coś to mogą dzwonić. I pobiegłam do samochodu. - Siema laska - przywitał mnie starszy o 4 lata brat Jess. Czyli miał 20 lat. Z cech charakteru i wyglądu w ogóle nie przypominał mojej przyjaciółki. Tylko chyba kształt nosa i czaszki. On miał oczy niebieskie, jak jego ojciec, a włosu blond jak matka. Za to Jess miała odwrotnie-włosy rudo-brązowe kręcone po tacie, a oczy zielona jak mama. - Weź pokaż choć odrobinę resztek swojej kultury. - upomniała go siostra patrząc na niego krzywo. - Ty ruda, zaraz pokażę ci co to kultura! Z resztą chcesz jechać? To nie marudź. - odpowiedział jej Andy. - Nie nazywaj mnie... - nie dokończyła, bo przerwałam jej. - Nie kłóćcie się, jedziemy? - skierowałam pytanie do kierowcy. Nie usłyszałam odpowiedzi, ale za to usłyszałam warkot silnika. Atmosfera po napięciu między rodzeństwem szybko się rozluźniła. Całą drogę gadaliśmy, ale głównie słuchaliśmy i śpiewaliśmy różne przeboje puszczane przez Andy'ego w radiu. Mix różnych stylów. Nie robiliśmy tak pierwszy raz. Często jeździmy z Andy'm. Po około pół godzinie byliśmy na miejscu. Wysiadłyśmy, umówiłyśmy się, że zadzwonimy po niego i kierowca odjechał. Weszłyśmy do jasnego centrum handlowego. Jaskrawe nazwy sklepów widniały nad nimi. Na wysokim suficie było pełno lamp równomiernie rozłożonych. Ludzi było pełno wszędzie. W restauracjach, kawiarniach, które były na początku. Stoliki ustawiane jeden obok drugiego. Chciałyśmy ominąć przepychanie się między nimi za wszelką cenę. Skręciłyśmy w lewo, gdzie były sklepy z obuwiem i ubraniami. Weszłyśmy do puerwszego sklepu, gdzie były czapki w stylu full cap,okulary przeciwsłoneczne i biżuteria oraz szale,itd. Oczywiście jak zwykle ja wzięłam najśmieszniejsze okulary i je założyłam. Jess nałożyła na mnie jeszcze różową czapkę i szal i cyknęła mi fotę. Chwilę tam spędziłyśmy, Jessica kupiła bratu okulary przeciwsłoneczne, bo chciał i poszłysmy do dwóch kolejnych sklepów z ciuchami. W jednym były średnie ceny, a w drugim średnie ubrania. Już miałyśmy iść do czwartego z sukienkami letnimi, gdy zobaczyłam w sklepie na przeciwko odwróconego do mnie plecami...
MILE WIDZIANE KOMENTARZE ;***
wtorek, 29 lipca 2014
Rozdział 9 "Pomyłka"
POMYŁKA
- Ja... - zaczęłam wycierając sobie ręką twarz. - Chodzi o tą informację w wiadomościach o tym chłopcu? Znasz go? - Tata zgadywał. - Nie...domyśliłeś się? - byłam zdziwiona - Max... - i znów popadłam w rozpacz. - Jaki Max kochanie? To był ten z Greenów. No ten co pracował w piekarni. Straszna strata - dobry był to chłopak. Ale mama mówiła, że miał jakieś problemy w szkole. No i psychicznie nie wytrzymał. Pełno tych nastolatków teraz tak robi. To straszne. W kościele powinni coś o tym powiedzieć. - tato mówił spokojnie, a ja coraz bardziej byłam zszokowana. No tak jak mogłam być taka głupia, mieszkamy w dużej miejscowości. Max nie jest jedynym siedemnastolatkiem. Tak mi ulżyło, chociaż i tak ktoś zginął. Ale jego mało znałam, a mogłam stracić osobę, którą kocham, na zawsze. - jeju...nie wie..działam. - moja Mała - powiedział troskliwie i przytulił mnie. Nie wiedział co powiedzieć więcej, ale nie musiał. Te 2 słowa mi wystarczyły. - dobra, to teraz szykuj się do wyjścia. - tato opuścił mój pokój. Poszłam do łazienki i poprawiłam makijaż, oczywiście rozmazał mi się podczas mojego nagłego wybuchu płaczu, niepotrzebnego. Usłyszałam dźwięk otwierania drzwi - mama wróciła. To znaczy, że czas już wychodzić. Zeszłam na dół, monotonnie wykonałam czynności założenia butów (balerinek, które kocham, mam ich około 6 par, ubrałam teraz kremowe ze złotym czubkiem), nałożenia na siebie jasnej jeansowej kurtki, pomalowania ust pomadką (idę do kościoła, więc nic więcej) i zamknięcia domu. Czułam się nijak. Wracając do domu po godzinie, spotkałam Jess i koniecznie chciała się ze mną umówić. Powiedziala, że zadzwoni za jakieś pół godziny. Zjadłam obiad i usłyszałam moją ulubioną piosenkę, która świadczyła o tym, że ktoś dzwoni na mój telefon. Wstałam, wzięłam smartfon do ręki i tak jak przypuszczałam po odebraniu usłyszałam głos mojej przyjaciółki. - Hej Jess - odezwałam się pierwsza. - No hejo Van, posłuchaj może chciałabyś ze mną wyskoczyć na zakupy? - Co? Ojej, chyba nie mam nastroju... - Dlatego trzeba ci ten nastrój naprawić! - kłóciła się ze mną moja przyjaciółka. - Sama nie wiem, najchętniej przespałabym cały ten cholerny dzień! - mówiłam szczerze. - Nie ma mowy, co ty niedźwiedź jesteś!? - One w wiosnę już nie śpią. - zauważyłam. - Oj, ale wiesz o co mi chodzi! No chodź, to ci poprawi humor. Może znajdziesz jakąś przecenioną sukienkę na lato? - przekonywała mnie Jess. - Och, okej - zgodziłam się, gdyż wiedziałam, że Jessica nie odpuści. - To mój brat nas podrzuci, będziemy u ciebie za około 20 minut. Papa - nie zdążyłam nic powiedzieć, bo po tych słowach usłyszałam tylko pikanie, które uświadomiło mnie o zakończeniu rozmowy.
PLISS KOMENTUJCIE! ;** ;D
- Ja... - zaczęłam wycierając sobie ręką twarz. - Chodzi o tą informację w wiadomościach o tym chłopcu? Znasz go? - Tata zgadywał. - Nie...domyśliłeś się? - byłam zdziwiona - Max... - i znów popadłam w rozpacz. - Jaki Max kochanie? To był ten z Greenów. No ten co pracował w piekarni. Straszna strata - dobry był to chłopak. Ale mama mówiła, że miał jakieś problemy w szkole. No i psychicznie nie wytrzymał. Pełno tych nastolatków teraz tak robi. To straszne. W kościele powinni coś o tym powiedzieć. - tato mówił spokojnie, a ja coraz bardziej byłam zszokowana. No tak jak mogłam być taka głupia, mieszkamy w dużej miejscowości. Max nie jest jedynym siedemnastolatkiem. Tak mi ulżyło, chociaż i tak ktoś zginął. Ale jego mało znałam, a mogłam stracić osobę, którą kocham, na zawsze. - jeju...nie wie..działam. - moja Mała - powiedział troskliwie i przytulił mnie. Nie wiedział co powiedzieć więcej, ale nie musiał. Te 2 słowa mi wystarczyły. - dobra, to teraz szykuj się do wyjścia. - tato opuścił mój pokój. Poszłam do łazienki i poprawiłam makijaż, oczywiście rozmazał mi się podczas mojego nagłego wybuchu płaczu, niepotrzebnego. Usłyszałam dźwięk otwierania drzwi - mama wróciła. To znaczy, że czas już wychodzić. Zeszłam na dół, monotonnie wykonałam czynności założenia butów (balerinek, które kocham, mam ich około 6 par, ubrałam teraz kremowe ze złotym czubkiem), nałożenia na siebie jasnej jeansowej kurtki, pomalowania ust pomadką (idę do kościoła, więc nic więcej) i zamknięcia domu. Czułam się nijak. Wracając do domu po godzinie, spotkałam Jess i koniecznie chciała się ze mną umówić. Powiedziala, że zadzwoni za jakieś pół godziny. Zjadłam obiad i usłyszałam moją ulubioną piosenkę, która świadczyła o tym, że ktoś dzwoni na mój telefon. Wstałam, wzięłam smartfon do ręki i tak jak przypuszczałam po odebraniu usłyszałam głos mojej przyjaciółki. - Hej Jess - odezwałam się pierwsza. - No hejo Van, posłuchaj może chciałabyś ze mną wyskoczyć na zakupy? - Co? Ojej, chyba nie mam nastroju... - Dlatego trzeba ci ten nastrój naprawić! - kłóciła się ze mną moja przyjaciółka. - Sama nie wiem, najchętniej przespałabym cały ten cholerny dzień! - mówiłam szczerze. - Nie ma mowy, co ty niedźwiedź jesteś!? - One w wiosnę już nie śpią. - zauważyłam. - Oj, ale wiesz o co mi chodzi! No chodź, to ci poprawi humor. Może znajdziesz jakąś przecenioną sukienkę na lato? - przekonywała mnie Jess. - Och, okej - zgodziłam się, gdyż wiedziałam, że Jessica nie odpuści. - To mój brat nas podrzuci, będziemy u ciebie za około 20 minut. Papa - nie zdążyłam nic powiedzieć, bo po tych słowach usłyszałam tylko pikanie, które uświadomiło mnie o zakończeniu rozmowy.
PLISS KOMENTUJCIE! ;** ;D
poniedziałek, 28 lipca 2014
Rozdział 8 "Samobójstwo"
SAMOBÓJSTWO
Obudziłam się. Wzięłam do ręki telefon, który leżał obok mojego łóżka na szafce nocnej - była godzina 10.49. O kurde, na 12 idę do kościoła - była niedziela, więc nie spóźniłam się do szkoły ani nic. Przypomniałam sobie wczorajszy dzień nagle i uderzyła mnie wielka fala wspomnień z wczoraj. Te dwa pocałunki... Jeden z Maxem prawdziwy, pierwszy. Drugi z Jackiem nagły, niechciany, ale tak namiętny i pełen tęsknoty. Kłótnia z Elizabeth, deszcz, kolejny piękny pocałunek z Maxem w deszczu, gadanie w "Hotelu Elvisa". Nawet zapomniałam o tej zbolałej kostce. I...wyjawienie Maxowi prawdy, całej. Wkurzony Max - jego wzrok wtedy, nie zapomnę tego, zraniony, pełen bólu, zawiedziony... Czułam się okropnie, zraniłam tak osobę, którą kocham. Nie chciałam wstawać, ale cóż musiałam. Może akurat On mi pomoże. Najpierw toaleta poranna. Ubrałam na siebie czarne legginsy i do tego beżową tunikę na ramiączkach ze złotymi ozdobami. Zrobiłam lekki makijaż, taki jak lubiłam. A, że szłam do kościoła, naprawdę lekki. Włosy umyłam i szybko wysuszyłam, rozczesałam i zawiązałam w kok. Prawie gotowa zeszłam na dół, do kuchni. Tata siedział w salonie na kanapie z kubkiem kawy w ręku i oglądał jakieś poranne wiadomości. Podeszłam do niego, rzuciłam szybkie "hej" i pocałowałam ojca w policzek. Mama była pewnie w sklepie czy piekarni i zaraz wróci. Zrobiłam sobie moje prawie codzienne śniadanie - płatki z mlekiem i też nie mając na czym oka zawiesić zaczęłam oglądać nudne wiadomości. Prognoza pogody, parę ogłoszeń, coś o polityce i nagle mężczyzna w niebieskiej koszuli i nienagannej fryzurze siedząc przed blatem i różnymi papierami zakomunikował "W miejscowości Bognor Regis dzisiaj zostało znalezione ciało siedemnastoletniego nieżyjącego chłopca. Prawdopodobnie popełnił on samobójstwo. Ta tragedia według badań przeprowadzonych wydarzyła się wczoraj wieczorem, lecz dopiero dzisiaj rano zrozpaczeni rodzice znaleźli syna pod domem...". Nie mogłam słuchać dalej, nic nie słyszałam nawet. Przerwałam też mój posiłek. "Siedemnastoletni chłopak...popełnił samobójstwo" - te słowa wirowały mi w głowie. Max ma 17 lat. Max ma 17 lat i to on mógł popełnić samobójstwo. Nie! Nie! Nie! To nie może być on, nie może! Scena, gdy Max razem ze swoim gniewem i bólem odchodzi pokazała mi się w głowie. Kiedy ja wróciłam do pokoju, płakałam, brałam prysznic, płakałam, potem spałam - on mógł się... Nie wymówię tego słowa nawet w myślach. Max mógł odebrać sobie życie. Zraniłam go. On mnie naprawdę kochał, widać było w jego oczach... Pobiegłam do swojego pokoju, kiedy już odzyskałam siłę w nogach i całej sobie. Otworzyłam szufladkę w mojej półeczce nocnej i wyciągnęłam zdjęcie. Zdjęcie moje i Maxa. Moja przyjaciółka Jess dostała w ten dzień nowy super aparat i oczywiście przyszła mi się pochwalić. Max do nas wpadł i zaczął się wygłupiać-brać mnie na ręce, podnosić. I w tym czasie Jess robiła nam fotki. Jedno najładniejsze - gdy Max niósł mnie jak pannę młodą i śmialiśmy się nie martwiąc się przyszłością - dała mi w prezencie na urodziny. Ja je oprawiłam w ramkę i trzymałam w tej szufladcę, gdzie mam tylko ważne i osobiste rzeczy. Teraz przytuliłam je do piersi i tylko płakałam. Nagle drzwi do mojego pokoju, które trzasnęłam wbiegając tu otworzyły się. Tato wszedł i podszedł do mnie z bardzo zmartwioną miną. - Co jest Mała? - często mnie tak nazywał, choć mała już nie byłam.
JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ/AŚ TO PROSZĘ ZOSTAW ŚLAD PO SOBIE W POSTACI KOMENTARZA
Z GÓRY DZIĘKUJĘ :-)
Obudziłam się. Wzięłam do ręki telefon, który leżał obok mojego łóżka na szafce nocnej - była godzina 10.49. O kurde, na 12 idę do kościoła - była niedziela, więc nie spóźniłam się do szkoły ani nic. Przypomniałam sobie wczorajszy dzień nagle i uderzyła mnie wielka fala wspomnień z wczoraj. Te dwa pocałunki... Jeden z Maxem prawdziwy, pierwszy. Drugi z Jackiem nagły, niechciany, ale tak namiętny i pełen tęsknoty. Kłótnia z Elizabeth, deszcz, kolejny piękny pocałunek z Maxem w deszczu, gadanie w "Hotelu Elvisa". Nawet zapomniałam o tej zbolałej kostce. I...wyjawienie Maxowi prawdy, całej. Wkurzony Max - jego wzrok wtedy, nie zapomnę tego, zraniony, pełen bólu, zawiedziony... Czułam się okropnie, zraniłam tak osobę, którą kocham. Nie chciałam wstawać, ale cóż musiałam. Może akurat On mi pomoże. Najpierw toaleta poranna. Ubrałam na siebie czarne legginsy i do tego beżową tunikę na ramiączkach ze złotymi ozdobami. Zrobiłam lekki makijaż, taki jak lubiłam. A, że szłam do kościoła, naprawdę lekki. Włosy umyłam i szybko wysuszyłam, rozczesałam i zawiązałam w kok. Prawie gotowa zeszłam na dół, do kuchni. Tata siedział w salonie na kanapie z kubkiem kawy w ręku i oglądał jakieś poranne wiadomości. Podeszłam do niego, rzuciłam szybkie "hej" i pocałowałam ojca w policzek. Mama była pewnie w sklepie czy piekarni i zaraz wróci. Zrobiłam sobie moje prawie codzienne śniadanie - płatki z mlekiem i też nie mając na czym oka zawiesić zaczęłam oglądać nudne wiadomości. Prognoza pogody, parę ogłoszeń, coś o polityce i nagle mężczyzna w niebieskiej koszuli i nienagannej fryzurze siedząc przed blatem i różnymi papierami zakomunikował "W miejscowości Bognor Regis dzisiaj zostało znalezione ciało siedemnastoletniego nieżyjącego chłopca. Prawdopodobnie popełnił on samobójstwo. Ta tragedia według badań przeprowadzonych wydarzyła się wczoraj wieczorem, lecz dopiero dzisiaj rano zrozpaczeni rodzice znaleźli syna pod domem...". Nie mogłam słuchać dalej, nic nie słyszałam nawet. Przerwałam też mój posiłek. "Siedemnastoletni chłopak...popełnił samobójstwo" - te słowa wirowały mi w głowie. Max ma 17 lat. Max ma 17 lat i to on mógł popełnić samobójstwo. Nie! Nie! Nie! To nie może być on, nie może! Scena, gdy Max razem ze swoim gniewem i bólem odchodzi pokazała mi się w głowie. Kiedy ja wróciłam do pokoju, płakałam, brałam prysznic, płakałam, potem spałam - on mógł się... Nie wymówię tego słowa nawet w myślach. Max mógł odebrać sobie życie. Zraniłam go. On mnie naprawdę kochał, widać było w jego oczach... Pobiegłam do swojego pokoju, kiedy już odzyskałam siłę w nogach i całej sobie. Otworzyłam szufladkę w mojej półeczce nocnej i wyciągnęłam zdjęcie. Zdjęcie moje i Maxa. Moja przyjaciółka Jess dostała w ten dzień nowy super aparat i oczywiście przyszła mi się pochwalić. Max do nas wpadł i zaczął się wygłupiać-brać mnie na ręce, podnosić. I w tym czasie Jess robiła nam fotki. Jedno najładniejsze - gdy Max niósł mnie jak pannę młodą i śmialiśmy się nie martwiąc się przyszłością - dała mi w prezencie na urodziny. Ja je oprawiłam w ramkę i trzymałam w tej szufladcę, gdzie mam tylko ważne i osobiste rzeczy. Teraz przytuliłam je do piersi i tylko płakałam. Nagle drzwi do mojego pokoju, które trzasnęłam wbiegając tu otworzyły się. Tato wszedł i podszedł do mnie z bardzo zmartwioną miną. - Co jest Mała? - często mnie tak nazywał, choć mała już nie byłam.
JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ/AŚ TO PROSZĘ ZOSTAW ŚLAD PO SOBIE W POSTACI KOMENTARZA
Z GÓRY DZIĘKUJĘ :-)
niedziela, 27 lipca 2014
Rozdział 7 "Prawda"
PRAWDA
- Powiedz, że to lepsze niż to co mi napisałaś - mówił z nadzieją w głosie, ale złudną. Widać było po mojej minie, że to co ma wyjść zaraz z moich ust pozytywne dla niego nie było. Niestety. Ze smutkiem i wstydem zaprzeczyłam głową. Teraz sobie to uzmysłowiłam-zdradziłam go. Wcześniej chyba odpychałam tę myśl od siebie, ale nie dało jej się zignorować, gdyż była to prawda. Okropna prawda. To była po prostu zdrada. Serce mnie zabolało, poczułam głęboki wstyd i ból, bo skrzywdziłam czy zaraz skrzywdzę osobę, którą kocham. W jednej chwili zaczęłam płakać. Od razu usiadłam bezsilna i zakryłam dłońmi twarz. I na nic poprawiania makijażu przed kilkoma minutami. - Ej! Co sie stało? - zapytał zdziwiony, zmartwiony, zdenerwowany i jednocześnie smutny Max. Usiadł koło mnie i jeszcze raz zapytał, teraz delikatniej. - Vani - nazwał mnie pieszczotliwie, mówi albo tak albo "Esia". Od dawna tak mnie nazywa, takie słodkie zdrobnienie mojego imienia, kocham jak tak mówi. Teraz mu nie odmówię odpowiedzi... - co jest? Proszę, powiedz... Wiem, że jest coś jeszcze oprócz tego ci mi napisałaś. Chcę znać całą prawdę. - powiedział naprawdę poważnie. - Ale...ja...zrobiłam coś...okropnego... - mówiłam przez płacz. - wiesz, że cię kocham i wybaczę ci naprawdę dużo - widać było w jego oczach tą miłość i wielkie oddanie, ale zobaczyłam też ukryty strach, że rzeczywiście powiem coś, czego nie będzie mógł mi wybaczyć. Tak go znam, że już mało co zdoła przede mną ukryć. Chociaż nie wiem czy wolałam to widzieć, poczułam ból. Bałam się naprawdę. To było takie straszne i przytłaczające. - Ja cię też tak kocham i dlatego chcę to wyjaśnić, chyba wolę tego dłużej nie przeciągać. Wiesz, początki są zawsze... - Najtrudniejsze, wiem. Często to powtarzasz - próbował się uśmiechnąć. - no too? - ja... - zamknęłam powieki i zaczęłam szybko mówić, by mieć to już za sobą - kiedy Jack mnie pocałował, nie od razu odepchnęłam go... - czułam się jak taki piesek, który stoi przy rozbitym wazonie przez siebie, a nad nim jest jego pan i tego pieska jedynym ratunkiem jest litość pana z miłości do niego. Lecz ten piesek tak jak ja wie, że źle zrobił. Otworzyłam oczy i zobaczyłam gniew i ból, może jeszcze zawód i upokorzenie na twarzy Maxa. Łatwo rozpoznać co czuje, przynajmniej dla mnie. Już otwierałam usta, by powiedzieć coś na swoją obronę, ale Max odwrócił się dość gwałtownie i skoczył z balkonu na gałąź drzewka. - Max! Proszę! - krzyczałam - ja...ja cię kocham - powiedziałam ciszej i tak się nie odwracał. Patrzyłam tylko - mając w oku łzę, która nie chciała spaść - w okno, które przed chwilą wszedł i zatrzasnął Max. Stałam sama na balkonie, zupełnie nie wiedząc co zrobić. Wokół mnie było już ciemno, tylko światło z mojego pokoju oświetlało mój prawy profil. Po chwili poczułam gęsią skórkę na ręce, było mi chłodno - dopiero teraz to poczułam. Weszłam do pokoju i tylko jedno co mi mogło pomóc to prysznic. Wzięłam piżamę i ręcznik do łazienki. Powoli zsunęłam swoje ciuchy i pozwoliłam im opaść na kafelki. Już naga weszłam do kabiny prysznicowej i po chwili poleciała ciepła, prawie gorąca woda, która spływała po moim ciele. Mieszała się razem ze łzami. Mogłam tu sobie płakać i nikt nie słyszał. Wzięłam po chwili ręcznik i opatuliłam się nim. Weszłam do ciemnego pokoju i skuliłam się pod kołdrą. I płakałam. Raz to było tylko łkanie, a raz rozpacz. Myślałam i wszystkim i o niczym. Nie mogłam spokojnie pomyśleć, przeszkadzał mi płacz. Nie mogłam go stracić, Max był i jest dla mnie bardzo WAŻNY. Jestem okropna, jestem okropna - głos w mojej głowie to powtarzał. W końcu ze zmęczenia, z natłoku wrażeń zasnęłam.
- Powiedz, że to lepsze niż to co mi napisałaś - mówił z nadzieją w głosie, ale złudną. Widać było po mojej minie, że to co ma wyjść zaraz z moich ust pozytywne dla niego nie było. Niestety. Ze smutkiem i wstydem zaprzeczyłam głową. Teraz sobie to uzmysłowiłam-zdradziłam go. Wcześniej chyba odpychałam tę myśl od siebie, ale nie dało jej się zignorować, gdyż była to prawda. Okropna prawda. To była po prostu zdrada. Serce mnie zabolało, poczułam głęboki wstyd i ból, bo skrzywdziłam czy zaraz skrzywdzę osobę, którą kocham. W jednej chwili zaczęłam płakać. Od razu usiadłam bezsilna i zakryłam dłońmi twarz. I na nic poprawiania makijażu przed kilkoma minutami. - Ej! Co sie stało? - zapytał zdziwiony, zmartwiony, zdenerwowany i jednocześnie smutny Max. Usiadł koło mnie i jeszcze raz zapytał, teraz delikatniej. - Vani - nazwał mnie pieszczotliwie, mówi albo tak albo "Esia". Od dawna tak mnie nazywa, takie słodkie zdrobnienie mojego imienia, kocham jak tak mówi. Teraz mu nie odmówię odpowiedzi... - co jest? Proszę, powiedz... Wiem, że jest coś jeszcze oprócz tego ci mi napisałaś. Chcę znać całą prawdę. - powiedział naprawdę poważnie. - Ale...ja...zrobiłam coś...okropnego... - mówiłam przez płacz. - wiesz, że cię kocham i wybaczę ci naprawdę dużo - widać było w jego oczach tą miłość i wielkie oddanie, ale zobaczyłam też ukryty strach, że rzeczywiście powiem coś, czego nie będzie mógł mi wybaczyć. Tak go znam, że już mało co zdoła przede mną ukryć. Chociaż nie wiem czy wolałam to widzieć, poczułam ból. Bałam się naprawdę. To było takie straszne i przytłaczające. - Ja cię też tak kocham i dlatego chcę to wyjaśnić, chyba wolę tego dłużej nie przeciągać. Wiesz, początki są zawsze... - Najtrudniejsze, wiem. Często to powtarzasz - próbował się uśmiechnąć. - no too? - ja... - zamknęłam powieki i zaczęłam szybko mówić, by mieć to już za sobą - kiedy Jack mnie pocałował, nie od razu odepchnęłam go... - czułam się jak taki piesek, który stoi przy rozbitym wazonie przez siebie, a nad nim jest jego pan i tego pieska jedynym ratunkiem jest litość pana z miłości do niego. Lecz ten piesek tak jak ja wie, że źle zrobił. Otworzyłam oczy i zobaczyłam gniew i ból, może jeszcze zawód i upokorzenie na twarzy Maxa. Łatwo rozpoznać co czuje, przynajmniej dla mnie. Już otwierałam usta, by powiedzieć coś na swoją obronę, ale Max odwrócił się dość gwałtownie i skoczył z balkonu na gałąź drzewka. - Max! Proszę! - krzyczałam - ja...ja cię kocham - powiedziałam ciszej i tak się nie odwracał. Patrzyłam tylko - mając w oku łzę, która nie chciała spaść - w okno, które przed chwilą wszedł i zatrzasnął Max. Stałam sama na balkonie, zupełnie nie wiedząc co zrobić. Wokół mnie było już ciemno, tylko światło z mojego pokoju oświetlało mój prawy profil. Po chwili poczułam gęsią skórkę na ręce, było mi chłodno - dopiero teraz to poczułam. Weszłam do pokoju i tylko jedno co mi mogło pomóc to prysznic. Wzięłam piżamę i ręcznik do łazienki. Powoli zsunęłam swoje ciuchy i pozwoliłam im opaść na kafelki. Już naga weszłam do kabiny prysznicowej i po chwili poleciała ciepła, prawie gorąca woda, która spływała po moim ciele. Mieszała się razem ze łzami. Mogłam tu sobie płakać i nikt nie słyszał. Wzięłam po chwili ręcznik i opatuliłam się nim. Weszłam do ciemnego pokoju i skuliłam się pod kołdrą. I płakałam. Raz to było tylko łkanie, a raz rozpacz. Myślałam i wszystkim i o niczym. Nie mogłam spokojnie pomyśleć, przeszkadzał mi płacz. Nie mogłam go stracić, Max był i jest dla mnie bardzo WAŻNY. Jestem okropna, jestem okropna - głos w mojej głowie to powtarzał. W końcu ze zmęczenia, z natłoku wrażeń zasnęłam.
piątek, 18 lipca 2014
Rozdział 6 "Rozmowa"
ROZMOWA
Była tam treść: "Wiesz, że jak mu powiesz o pocałunku mała, to będzie chciał się lać, no i chyba wiesz kto jest silniejszy i jeśli nie chcesz, żeby twój chłopaczek był pobity, to mu nie mów. Chociaż nie oderwałaś się ode mnie tak od razu, podobało ci się to. Więc też mu to mogę powiedzieć. Jak chcesz kotku". Wkurzył mnie tą wiadomością, co ja mam teraz zrobić? Mam to Maxowi napisać czy nie? Wszystko się pomieszało. Ale wpadłam na pomysł, że zadzwonię przez Skype do mojej przyjaciółki i się jej poradzę. Sama sobie na pewno nie poradzę. Wysłałam jej SMSa, że chcę z nią porozmawiać. Już po chwili na ekranie zobaczyłam dziewczynę z mocno kręconymi rudo-brązowymi włosami sięgającymi trochę dalej niż do ramion, ciemno zielonymi oczami, jasną brzoskwiniową cerą i paroma piegami na twarzy. Uśmiechała się, trochę zdziwiona. - Hej, chciałaś gadać. - powiedziała Jessica lub po prostu Jess, czyli moja najlepsza przyjaciółka. - Siemka. Muszę ci opowiedzieć co się dzisiaj stało, a dużo sie stało - i zaczęłam jej opowiadać. O pierwszym moim pocałunku, potem o przyjściu Jacka i Elizabeth i o wielu innych rzeczach, bardziej szczegółowo oczywiście. A Maxowi napisałam w tym czasie, żeby się nie martwił i chwilę poczekał. - i co mam zrobić? - po opowiedzeniu wszystkiego Jess zapytałam ją. - Na pewno bądź szczera, tak jak zwykle jesteś. I wolisz, żeby o tym niefortunnym pocałunku wiedział od ciebie czy od kogoś innego? - odpowiedziała mi pytaniem na pytanie. - Na pewno, gdyby dowiedział się od kogoś innego było, by gorzej... Ale nie rozumiesz, co jeśli Jack go pobije?! Albo coś mu naopowiada i Max mu uwierzy??? Ja nie chcę... Ja go kocham... - poleciała mi w tym momencie łza z oka. - Ej, Vanessa, on zrozumie! On przecież też cię kocha! - pocieszała i uspokajała mnie moja przyjaciółka. Dostałam wiadomość od Maxa, niecierpliwi się. Rozumiem to. Będę szczera. Tylko ja nie chcę, żeby cierpiał, żeby był zły. Rozłączyłam się z Jess. I zaczęłam pisać treść wiadomości do mojego chłopaka. "Ja chciałam ci to już wcześniej powiedzieć, ale nie potrafiłam. Więc, tam w parku, kiedy ty rozmawiałeś z Elizabeth, a ja z Jackiem...on mnie..pocałował! Przepraszam, że ci nie powiedziałam" - na razie napisałam tyle. Sama nie wiedziałam czy to było wystarczające, ale dopisze mu jeszcze. Wysłałam. Po chwili namysłu wysłałam jeszcze: "zaskoczył mnie! Potem tez zastraszył, proszę nie bądź zły! Mi na tobie cholernie zależy, przecież wiesz..kocham cię...". Oczy coraz bardziej zalewały mi się łzami, przez to miałam rozmazany obraz i ledwo co przeczytałam wiadomość od Maxa. "Będę za 2 min" - widać, że pisał w pośpiechu. Ojej, a jak ja wyglądam? Makijaż chociaż lekki to musiał być rozmazany, a zaraz miał tu być Max. Chwyciłam lusterko leżące na szafce obok mojego łóżka i przeglądnęłam się. Szybko chwyciłam też chusteczki i otarłam twarz z łez. Poprawiłam jeszcze lekko ten makijaż, żebym nie wyglądała jak jakaś wiedźma i więcej nie zdążyłam zrobić, bo usłyszałam pukanie do drzwi balkonu. Naszym kodem - moim i Maxa, wymyśliliśmy go, dlatego, bo gdy zapukał do mnie kiedyś w nocy, myślałam, że to złodziej i walnęłam go lampką nocną. Znaliśmy się wtedy z rok i już się przyjaźniliśmy i odwiedzaliśmy. Otworzyłam mu. Zauważył, że byłam lekko blada i miał przez to przestraszoną minę. Ale jak miałam być spokojna, skoro przez to co zrobiłam może się teraz wszystko zmienić. Bałam się i przed chwilą jeszcze płakałam. Co jeśli przyszedł ze mną zerwać, on nie jest jakimś chamem, żeby zrywać przez fejsa, SMSa czy coś takiego. Ale tego nie chciałam i to bardzo. Chociaż zrobiłam źle, nie odsunęłam się od razu od Jacka, pozwoliłam, by jego usta dotknęły choćby troszkę moich. Co ja do cholery zrobiłam! A Max sam, jak zauważyłam był zdenerwowany wyraźnie, ale opanowywał się. Czekała mnie i jego trudna rozmowa. Wyszliśmy na mój balkon. Staliśmy chwilę w milczeniu. Max już otwierał usta, by coś powiedzieć, lecz wyprzedziłam go. Nie wiedział jeszcze całej prawdy, najgorsze przede mną. Jak mówiła Jessica, lepiej żeby się ode mnie tego dowiedział niż od samego Jacka. Cieszę się, że z nią porozmawiałam. Dodała mi otuchy i dała dobrą radę, często jej się tym samym odwdzięczam.
- Nie powiedziałam ci jeszcze wszystkiego - powiedziałam poważnie.
Była tam treść: "Wiesz, że jak mu powiesz o pocałunku mała, to będzie chciał się lać, no i chyba wiesz kto jest silniejszy i jeśli nie chcesz, żeby twój chłopaczek był pobity, to mu nie mów. Chociaż nie oderwałaś się ode mnie tak od razu, podobało ci się to. Więc też mu to mogę powiedzieć. Jak chcesz kotku". Wkurzył mnie tą wiadomością, co ja mam teraz zrobić? Mam to Maxowi napisać czy nie? Wszystko się pomieszało. Ale wpadłam na pomysł, że zadzwonię przez Skype do mojej przyjaciółki i się jej poradzę. Sama sobie na pewno nie poradzę. Wysłałam jej SMSa, że chcę z nią porozmawiać. Już po chwili na ekranie zobaczyłam dziewczynę z mocno kręconymi rudo-brązowymi włosami sięgającymi trochę dalej niż do ramion, ciemno zielonymi oczami, jasną brzoskwiniową cerą i paroma piegami na twarzy. Uśmiechała się, trochę zdziwiona. - Hej, chciałaś gadać. - powiedziała Jessica lub po prostu Jess, czyli moja najlepsza przyjaciółka. - Siemka. Muszę ci opowiedzieć co się dzisiaj stało, a dużo sie stało - i zaczęłam jej opowiadać. O pierwszym moim pocałunku, potem o przyjściu Jacka i Elizabeth i o wielu innych rzeczach, bardziej szczegółowo oczywiście. A Maxowi napisałam w tym czasie, żeby się nie martwił i chwilę poczekał. - i co mam zrobić? - po opowiedzeniu wszystkiego Jess zapytałam ją. - Na pewno bądź szczera, tak jak zwykle jesteś. I wolisz, żeby o tym niefortunnym pocałunku wiedział od ciebie czy od kogoś innego? - odpowiedziała mi pytaniem na pytanie. - Na pewno, gdyby dowiedział się od kogoś innego było, by gorzej... Ale nie rozumiesz, co jeśli Jack go pobije?! Albo coś mu naopowiada i Max mu uwierzy??? Ja nie chcę... Ja go kocham... - poleciała mi w tym momencie łza z oka. - Ej, Vanessa, on zrozumie! On przecież też cię kocha! - pocieszała i uspokajała mnie moja przyjaciółka. Dostałam wiadomość od Maxa, niecierpliwi się. Rozumiem to. Będę szczera. Tylko ja nie chcę, żeby cierpiał, żeby był zły. Rozłączyłam się z Jess. I zaczęłam pisać treść wiadomości do mojego chłopaka. "Ja chciałam ci to już wcześniej powiedzieć, ale nie potrafiłam. Więc, tam w parku, kiedy ty rozmawiałeś z Elizabeth, a ja z Jackiem...on mnie..pocałował! Przepraszam, że ci nie powiedziałam" - na razie napisałam tyle. Sama nie wiedziałam czy to było wystarczające, ale dopisze mu jeszcze. Wysłałam. Po chwili namysłu wysłałam jeszcze: "zaskoczył mnie! Potem tez zastraszył, proszę nie bądź zły! Mi na tobie cholernie zależy, przecież wiesz..kocham cię...". Oczy coraz bardziej zalewały mi się łzami, przez to miałam rozmazany obraz i ledwo co przeczytałam wiadomość od Maxa. "Będę za 2 min" - widać, że pisał w pośpiechu. Ojej, a jak ja wyglądam? Makijaż chociaż lekki to musiał być rozmazany, a zaraz miał tu być Max. Chwyciłam lusterko leżące na szafce obok mojego łóżka i przeglądnęłam się. Szybko chwyciłam też chusteczki i otarłam twarz z łez. Poprawiłam jeszcze lekko ten makijaż, żebym nie wyglądała jak jakaś wiedźma i więcej nie zdążyłam zrobić, bo usłyszałam pukanie do drzwi balkonu. Naszym kodem - moim i Maxa, wymyśliliśmy go, dlatego, bo gdy zapukał do mnie kiedyś w nocy, myślałam, że to złodziej i walnęłam go lampką nocną. Znaliśmy się wtedy z rok i już się przyjaźniliśmy i odwiedzaliśmy. Otworzyłam mu. Zauważył, że byłam lekko blada i miał przez to przestraszoną minę. Ale jak miałam być spokojna, skoro przez to co zrobiłam może się teraz wszystko zmienić. Bałam się i przed chwilą jeszcze płakałam. Co jeśli przyszedł ze mną zerwać, on nie jest jakimś chamem, żeby zrywać przez fejsa, SMSa czy coś takiego. Ale tego nie chciałam i to bardzo. Chociaż zrobiłam źle, nie odsunęłam się od razu od Jacka, pozwoliłam, by jego usta dotknęły choćby troszkę moich. Co ja do cholery zrobiłam! A Max sam, jak zauważyłam był zdenerwowany wyraźnie, ale opanowywał się. Czekała mnie i jego trudna rozmowa. Wyszliśmy na mój balkon. Staliśmy chwilę w milczeniu. Max już otwierał usta, by coś powiedzieć, lecz wyprzedziłam go. Nie wiedział jeszcze całej prawdy, najgorsze przede mną. Jak mówiła Jessica, lepiej żeby się ode mnie tego dowiedział niż od samego Jacka. Cieszę się, że z nią porozmawiałam. Dodała mi otuchy i dała dobrą radę, często jej się tym samym odwdzięczam.
- Nie powiedziałam ci jeszcze wszystkiego - powiedziałam poważnie.
czwartek, 17 lipca 2014
UWAGA
UWAGA UWAGA!
MAM 2 SPRAWY:
1) OSTATNIO NIE DODWAŁAM, PRZEPRASZAM... WIECIE WAKACJE, WYJAZDY, SPOTKANIA ZE ZNAJOMYMI ITD... ALE NA PEWNO BĘDĘ DODAWAŁA, TEGO BLOGA TAK SZYBKO NIE ZOSTAWIĘ ;D
2) CHODZI O KOMENTARZE, JEŚLI WCHODZICIE STRASZNIE FAJNIE, GDYBYŚCIE ZOSTAWILI PO SOBIE ŚLAD... MOŻECIE PISAĆ CO WAM SIĘ PODOBA LUB NIE PODOBA, DAWAĆ RADY... JEST TO MÓJ 1 BLOG...
DO OSTATNIEGO ROZDZIAŁU (4) NAPISAŁ KTOŚ KOMENTARZ, NIE WIECIE JAKI BANAN POJAWIŁ MI SIĘ NA TWARZY :D :D :D WIĘC PROSZĘ: KOMENTUJCIE <3
KC I POZDRAWIAM ;**
MAM 2 SPRAWY:
1) OSTATNIO NIE DODWAŁAM, PRZEPRASZAM... WIECIE WAKACJE, WYJAZDY, SPOTKANIA ZE ZNAJOMYMI ITD... ALE NA PEWNO BĘDĘ DODAWAŁA, TEGO BLOGA TAK SZYBKO NIE ZOSTAWIĘ ;D
2) CHODZI O KOMENTARZE, JEŚLI WCHODZICIE STRASZNIE FAJNIE, GDYBYŚCIE ZOSTAWILI PO SOBIE ŚLAD... MOŻECIE PISAĆ CO WAM SIĘ PODOBA LUB NIE PODOBA, DAWAĆ RADY... JEST TO MÓJ 1 BLOG...
DO OSTATNIEGO ROZDZIAŁU (4) NAPISAŁ KTOŚ KOMENTARZ, NIE WIECIE JAKI BANAN POJAWIŁ MI SIĘ NA TWARZY :D :D :D WIĘC PROSZĘ: KOMENTUJCIE <3
KC I POZDRAWIAM ;**
Subskrybuj:
Posty (Atom)