ROZMOWA
Była tam treść: "Wiesz, że jak mu powiesz o pocałunku mała, to będzie chciał się lać, no i chyba wiesz kto jest silniejszy i jeśli nie chcesz, żeby twój chłopaczek był pobity, to mu nie mów. Chociaż nie oderwałaś się ode mnie tak od razu, podobało ci się to. Więc też mu to mogę powiedzieć. Jak chcesz kotku". Wkurzył mnie tą wiadomością, co ja mam teraz zrobić? Mam to Maxowi napisać czy nie? Wszystko się pomieszało. Ale wpadłam na pomysł, że zadzwonię przez Skype do mojej przyjaciółki i się jej poradzę. Sama sobie na pewno nie poradzę. Wysłałam jej SMSa, że chcę z nią porozmawiać. Już po chwili na ekranie zobaczyłam dziewczynę z mocno kręconymi rudo-brązowymi włosami sięgającymi trochę dalej niż do ramion, ciemno zielonymi oczami, jasną brzoskwiniową cerą i paroma piegami na twarzy. Uśmiechała się, trochę zdziwiona.
- Hej, chciałaś gadać. - powiedziała Jessica lub po prostu Jess, czyli moja najlepsza przyjaciółka.
- Siemka. Muszę ci opowiedzieć co się dzisiaj stało, a dużo sie stało - i zaczęłam jej opowiadać. O pierwszym moim pocałunku, potem o przyjściu Jacka i Elizabeth i o wielu innych rzeczach, bardziej szczegółowo oczywiście. A Maxowi napisałam w tym czasie, żeby się nie martwił i chwilę poczekał.
- i co mam zrobić? - po opowiedzeniu wszystkiego Jess zapytałam ją.
- Na pewno bądź szczera, tak jak zwykle jesteś. I wolisz, żeby o tym niefortunnym pocałunku wiedział od ciebie czy od kogoś innego? - odpowiedziała mi pytaniem na pytanie.
- Na pewno, gdyby dowiedział się od kogoś innego było, by gorzej... Ale nie rozumiesz, co jeśli Jack go pobije?! Albo coś mu naopowiada i Max mu uwierzy??? Ja nie chcę... Ja go kocham... - poleciała mi w tym momencie łza z oka.
- Ej, Vanessa, on zrozumie! On przecież też cię kocha! - pocieszała i uspokajała mnie moja przyjaciółka. Dostałam wiadomość od Maxa, niecierpliwi się. Rozumiem to. Będę szczera. Tylko ja nie chcę, żeby cierpiał, żeby był zły. Rozłączyłam się z Jess. I zaczęłam pisać treść wiadomości do mojego chłopaka. "Ja chciałam ci to już wcześniej powiedzieć, ale nie potrafiłam. Więc, tam w parku, kiedy ty rozmawiałeś z Elizabeth, a ja z Jackiem...on mnie..pocałował! Przepraszam, że ci nie powiedziałam" - na razie napisałam tyle. Sama nie wiedziałam czy to było wystarczające, ale dopisze mu jeszcze. Wysłałam. Po chwili namysłu wysłałam jeszcze: "zaskoczył mnie! Potem tez zastraszył, proszę nie bądź zły! Mi na tobie cholernie zależy, przecież wiesz..kocham cię...". Oczy coraz bardziej zalewały mi się łzami, przez to miałam rozmazany obraz i ledwo co przeczytałam wiadomość od Maxa. "Będę za 2 min" - widać, że pisał w pośpiechu. Ojej, a jak ja wyglądam? Makijaż chociaż lekki to musiał być rozmazany, a zaraz miał tu być Max. Chwyciłam lusterko leżące na szafce obok mojego łóżka i przeglądnęłam się. Szybko chwyciłam też chusteczki i otarłam twarz z łez. Poprawiłam jeszcze lekko ten makijaż, żebym nie wyglądała jak jakaś wiedźma i więcej nie zdążyłam zrobić, bo usłyszałam pukanie do drzwi balkonu. Naszym kodem - moim i Maxa, wymyśliliśmy go, dlatego, bo gdy zapukał do mnie kiedyś w nocy, myślałam, że to złodziej i walnęłam go lampką nocną. Znaliśmy się wtedy z rok i już się przyjaźniliśmy i odwiedzaliśmy. Otworzyłam mu. Zauważył, że byłam lekko blada i miał przez to przestraszoną minę. Ale jak miałam być spokojna, skoro przez to co zrobiłam może się teraz wszystko zmienić. Bałam się i przed chwilą jeszcze płakałam. Co jeśli przyszedł ze mną zerwać, on nie jest jakimś chamem, żeby zrywać przez fejsa, SMSa czy coś takiego. Ale tego nie chciałam i to bardzo. Chociaż zrobiłam źle, nie odsunęłam się od razu od Jacka, pozwoliłam, by jego usta dotknęły choćby troszkę moich. Co ja do cholery zrobiłam! A Max sam, jak zauważyłam był zdenerwowany wyraźnie, ale opanowywał się. Czekała mnie i jego trudna rozmowa. Wyszliśmy na mój balkon. Staliśmy chwilę w milczeniu. Max już otwierał usta, by coś powiedzieć, lecz wyprzedziłam go. Nie wiedział jeszcze całej prawdy, najgorsze przede mną. Jak mówiła Jessica, lepiej żeby się ode mnie tego dowiedział niż od samego Jacka. Cieszę się, że z nią porozmawiałam. Dodała mi otuchy i dała dobrą radę, często jej się tym samym odwdzięczam.
- Nie powiedziałam ci jeszcze wszystkiego - powiedziałam poważnie.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz