czwartek, 3 lipca 2014

Rozdział 3 "Spacer"

                                                       SPACER

- czego nie zrobił jak chodziliście?? - odezwał się zdenerwowany i dość wściekłym głosem Max. Za nim oczywiście stała Elizabeth, poczułam zazdrość. Ale i tak gorsze było uczucie, jak mam się wytłumaczyć? Ja Maxa kocham, co jeśli mi nie uwierzy? Co jeśli ten pacan powie coś innego? Boje sie... Co mam mu powiedzieć?! - yy.. - jąkałam się, spuściłam też wzrok. - ej! - odezwał się Jack. Co on chce powiedzieć? - radzę ci, pilnuj jej. Bo ktoś może ci ją odbić, on poluje na nią.. - powiedział tajemniczo, prawie niewidzialnie puścił do mnie oczko i odszedł. Czy on mówił o sobie?! Max podszedł do mnie i objął ramieniem. Wreszcie czułam się bezpiecznie. Jego bliskość była trochę jak lek. Zapomniałam o tym, że przed chwilą Jack mnie nastraszył i w ogóle co sie wydarzyło i przypomniałam sobie pocałunek mój i Maxa. Wspaniałe uczucie. Ale jeszcze przed nami stała ta Elizabeth, chociaż teraz była taka...samotna, żal mi jej było, ale nie chciałam, by Max tak samo czuł! O nie. - Ale dobrze, że ten głąb już sobie odszedł! Jakiś dziwny gościu. Vanessa, pogadałem z Elizabeth, wyjaśniliśmy sobie kilka spraw i może pójdziemy w trójkę na lody? - powiedział entuzjastycznie, tak jakby to była jakaś normalna rzecz! To jest jego BYŁA, wątpię żeby już przestała go kochać! Taa super, pójdziemy sobie w trójkę, ale będzie super.. Oh to może ja tu jeszcze zaproszę Jack'a! A z resztą jak ona się będzie czuć? My jako para i ona sama.. A co jeśli będzie chciała mi go odbić? W końcu jest atrakcyjna dla chłopaków. W głowie kłębiło mi się tysiące pytań, uczuć i myśli. Oczywiście moich przemyśleń nie wypowiedziałam na głos. -co? My i ona?? - po chwili odpowiedziałam. - ojeeej Vani nie bądź tylko zazdrosna! - uśmiechnął sie i pocałował mnie w policzek. Od razu mi sie polepszyło. - postaram się - puściłam mu oczko. - ale ty też mi coś obiecaj, nie zakochaj się w niej i nie daj mi powodów, żebym była zazdrosna - szepnęłam mu na ucho. -oczywiście skarbie - pierwszy raz mnie tak nazwał, poczułam takie ciepło w środku. I jeszcze jego wzrok jakbym rzeczywiście była po prostu jego skarbem. - too idziemy? - zapytała trochę zawstydzona i zażenowana tą sceną Elizabeth, i dobrze. - tak, idziemy! - powiedziałam wesoło i chwyciłam Maxa za rękę, sorry, ale będę pokazywała, że to mój chłopak i ma się do niego nie zbliżać ta cała Elizabeth. Spojrzałam kątem oka na nią, miała zażenowany wyraz twarzy, cieszyło mnie to. Dobra, odpuszczę jej trochę, aż taka wredna nie jestem. - no to Ela, mogę tak do ciebie mówić? -wolę Eliza, jeśli już - odpowiedziała, jakby obrażona, jeju jaka księżniczka. - okeey, to Eliza - z naciskiem na Eliza. - znasz tą lodziarnie, do której idziemy? Nazywa sie Ba... - zaczęłam mówić nazwę lodziarni, ale mi przerwano. - tak, znam. Często chodziliśmy tam z Maxem po lekcjach. - powiedziała patrząc się aniołkowo na MOJEGO chłopaka. Po tych jej słowach zepsuł mi się humor. - Max, choć na słówko. - pociągnęłam go.
- jesteś zła?
- mówiłeś, że masz pełno pracy domowej, kiedy pytałam cię czy masz czas, gdzieś wyjść, gdy no..chodziliście. - no, bo zauważyłem, że za nią nie przepadasz, nie chciałem cię złościć, żebyś nie myślała też, że wolę ją od ciebie. - powiedział. - ale chyba właśnie tak było! - byłam zła i ...smutna. - to była moja dziewczyna. Ty też miałaś swojego Jack'a i się z nim spotykałaś! - ale ty mnie okłamałeś! - powiedziałam z bólem w głosie. - ja z nią nigdzie nie idę! Rozumiesz? Albo ona albo... Zresztą odpuść, idę do domu. - odwróciłam się. - papa! - powiedziała Eliza, która nas chyba podsłuchiwała, z resztą i tak głośno rozmawialiśmy. Słyszałam po jej głosie, że była szczęśliwa! Dumna z siebie. Ale co ja mam teraz zrobić? Przecież nie wrócę, skoro woli ją! Coś mnie zabolało, tak w środku, w sercu.

Jeśli to przeczytałeś/aś pomógłbyś mi, gdybyś zostawił ślad w postaci komentarza, z góry dzięki ;)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz