czwartek, 17 lipca 2014

Rozdział 5 "Hotel Elvisa"

                                                      HOTEL ELVISA

- Co ci jest? - Chyba skręciłam kostkę, ale nie martw się mną - odpowiedziałam i starałam się uśmiechnąć, ale bardzo bolało. - nie umiem - powiedział z twarzą pełną troski i wziął mnie na ręce jak pannę młodą. - nie musisz. Jestem ciężka. Jakoś dojdę. - możesz sobie pomarzyć. - całkowicie się nie zgodził z tym co powiedziałam. Paroma krokami ze mną na rękach Max doszedł do drabinki , która prowadziła do "Hotelu Elvisa". Mówiłam, że może mnie już puścić, ale on mnie wniósł aż do domku. I położył na starym fotelu, mieliśmy tu parę mebli z naszych domów, których rodzice nie potrzebowali. Tyle tu kiedyś przesiadywaliśmy, tyle sekretów mu oddałam i się nie bałam, że wygada czy coś, tyle kłótni (tak, często się kłóciliśmy, ale na krótko), tyle pięknych wspomnień. - będziesz musiała zaraz iść? - spytał się. - raczej nie, po pierwsze jestem obok domu, a po drugie moja mama wie, że jestem z tobą, a z tobą jestem bezpieczna. - uśmiechnęłam się. - a ona wie, że my? - powiedział cicho i trochę się zarumienił. - chyba sie domyśliła. - odpowiedziałam równie cicho. - i jak zaaragowała? - jego ton był dosyć poważny. - mi się wydaje, że cieszy się.. A tata chyba mniej, ale on tak zawsze - puściłam mu oczko. - a jak twoja mama, wie? - też się domyśliła, te mamy to mądre są. Nic się przed nimi nie da ukryć. I mi się wydaje, że przewidywała to. - zrobił zdziwioną minę, ale też się uśmiechnął. - mam pytanie, polubiła Elizabeth? - spytałam z ciekawością w głosie. - Starała się być miła, ale za bardzo za nią nie przepadała. Czemu się uśmiechasz? - jakoś mnie to cieszy.. Oj no przepraszam, ale to jędza! - ale gdyby nie ona i ten cały Jack to byśmy nie zauważyli chyba tego co czujemy... Nie uważasz? - może - uśmiechnęłam się - a propo tego Jacka... - uśmiech zszedł mi z twarzy, mówiłam to niepewnie, ale nie mogę ukrywać, co Jack zrobił w parku! I czego ja nie zrobiłam od razu... - co? - Max zaczął się martwić. Widziałam to po jego minie. - a mogę ci to napisać na fejsie? - nie mogłam teraz, nie potrafiłam. - taak - mówił niepewnie. Zmieniliśmy temat i jeszcze długo gadaliśmy do kiedy dostałam SMSa od mamy, że powinnam już wracać, czyli przejść kilka metrów. Ale, gdy wstałam znów poczułam ból w kostce, chociaż mniejszy, bo Max w naszym domku na drzewie znalazł jakąś maść i oczywiście zadbał o mnie. Pomógł mi wyjść, mogłam przez gałęzie wejść do mojego pokoju, ale było zamknięte okno i balkon, miałam problem z tą kostką i jestem już chyba za duża i za ciężka. Po 5 minutach, wliczając w to chyba 4 minutowe (zdecydowanie za krótkie) pożegnanie z Maxem byłam już w domu. - cześć mamuś - powiedziałam przelotnie i pobiegłam po schodach na górę. - ej,ej! Księżniczko, a kolacja? - moja mama pilnuje, żebym jadła wszystkie posiłki. Spojrzałam ma zegarek, była już 21:06. Jeju, wyszłam z domu po obiedzie, czyli 6-7 godzin temu. Tyle się dzisiaj wydarzyło i jeszcze ma się coś wydarzyć, nie miałam pojęcia jak Max zaaraguje na to, że Jack mnie pocałował, bo to mu chciałam napisać. Zeszłam do kuchni, która była połączona z salonem. Na stole leżał talerz z kilkoma kanapkami, wzięłam jedną i zaczęłam dość szybko jeść, potem wzięłam drugą i już więcej nie musiałam. Pobiegłam na górę. Szybko włączyłam laptopa i usiadłam na łóżku. Weszłam na internet, następnie na facebooka, besty i youtube. Podłączyłam słuchawki do laptopa i już po chwili słyszałam dźwięki moich ulubionych piosenek. Po zalogowaniu na fejsa zobaczyłam, że mam parę powiadomień, zaproszeń od ludzi, których nawet nie znam i dwie wiadomości. Jedna od Maxa: "hejka to co mi chciałaś napisać? Mam się bać?". Już mu chciałam odpisać, ale zobaczyłam drugą wiadomość. Od Jacka. Teraz to ja zaczęłam się bać.

Mile widziane komentarze ;*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz