poniedziałek, 28 lipca 2014

Rozdział 8 "Samobójstwo"

                                                         SAMOBÓJSTWO

Obudziłam się. Wzięłam do ręki telefon, który leżał obok mojego łóżka na szafce nocnej - była godzina 10.49. O kurde, na 12 idę do kościoła - była niedziela, więc nie spóźniłam się do szkoły ani nic. Przypomniałam sobie wczorajszy dzień nagle i uderzyła mnie wielka fala wspomnień z wczoraj. Te dwa pocałunki... Jeden z Maxem prawdziwy, pierwszy. Drugi z Jackiem nagły, niechciany, ale tak namiętny i pełen tęsknoty. Kłótnia z Elizabeth, deszcz, kolejny piękny pocałunek z Maxem w deszczu, gadanie w "Hotelu Elvisa". Nawet zapomniałam o tej zbolałej kostce. I...wyjawienie Maxowi prawdy, całej. Wkurzony Max - jego wzrok wtedy, nie zapomnę tego, zraniony, pełen bólu, zawiedziony... Czułam się okropnie, zraniłam tak osobę, którą kocham. Nie chciałam wstawać, ale cóż musiałam. Może akurat On mi pomoże. Najpierw toaleta poranna. Ubrałam na siebie czarne legginsy i do tego beżową tunikę na ramiączkach ze złotymi ozdobami. Zrobiłam lekki makijaż, taki jak lubiłam. A, że szłam do kościoła, naprawdę lekki. Włosy umyłam i szybko wysuszyłam, rozczesałam i zawiązałam w kok. Prawie gotowa zeszłam na dół, do kuchni. Tata siedział w salonie na kanapie z kubkiem kawy w ręku i oglądał jakieś poranne wiadomości. Podeszłam do niego, rzuciłam szybkie "hej" i pocałowałam ojca w policzek. Mama była pewnie w sklepie czy piekarni i zaraz wróci. Zrobiłam sobie moje prawie codzienne śniadanie - płatki z mlekiem i też nie mając na czym oka zawiesić zaczęłam oglądać nudne wiadomości. Prognoza pogody, parę ogłoszeń, coś o polityce i nagle mężczyzna w niebieskiej koszuli i nienagannej fryzurze siedząc przed blatem i różnymi papierami zakomunikował "W miejscowości Bognor Regis dzisiaj zostało znalezione ciało siedemnastoletniego nieżyjącego chłopca. Prawdopodobnie popełnił on samobójstwo. Ta tragedia według badań przeprowadzonych wydarzyła się wczoraj wieczorem, lecz dopiero dzisiaj rano zrozpaczeni rodzice znaleźli syna pod domem...". Nie mogłam słuchać dalej, nic nie słyszałam nawet. Przerwałam też mój posiłek. "Siedemnastoletni chłopak...popełnił samobójstwo" - te słowa wirowały mi w głowie. Max ma 17 lat. Max ma 17 lat i to on mógł popełnić samobójstwo. Nie! Nie! Nie! To nie może być on, nie może! Scena, gdy Max razem ze swoim gniewem i bólem odchodzi pokazała mi się w głowie. Kiedy ja wróciłam do pokoju, płakałam, brałam prysznic, płakałam, potem spałam - on mógł się... Nie wymówię tego słowa nawet w myślach. Max mógł odebrać sobie życie. Zraniłam go. On mnie naprawdę kochał, widać było w jego oczach... Pobiegłam do swojego pokoju, kiedy już odzyskałam siłę w nogach i całej sobie. Otworzyłam szufladkę w mojej półeczce nocnej i wyciągnęłam zdjęcie. Zdjęcie moje i Maxa. Moja przyjaciółka Jess dostała w ten dzień nowy super aparat i oczywiście przyszła mi się pochwalić. Max do nas wpadł i zaczął się wygłupiać-brać mnie na ręce, podnosić. I w tym czasie Jess robiła nam fotki. Jedno najładniejsze - gdy Max niósł mnie jak pannę młodą i śmialiśmy się nie martwiąc się przyszłością - dała mi w prezencie na urodziny. Ja je oprawiłam w ramkę i trzymałam w tej szufladcę, gdzie mam tylko ważne i osobiste rzeczy. Teraz przytuliłam je do piersi i tylko płakałam. Nagle drzwi do mojego pokoju, które trzasnęłam wbiegając tu otworzyły się. Tato wszedł i podszedł do mnie z bardzo zmartwioną miną. - Co jest Mała? - często mnie tak nazywał, choć mała już nie byłam.


JEŚLI PRZECZYTAŁEŚ/AŚ TO PROSZĘ ZOSTAW ŚLAD PO SOBIE W POSTACI KOMENTARZA
Z GÓRY DZIĘKUJĘ :-)

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz